Intymna granica dziecka

„Z kuchni dobiegło ją wołanie matki:

– Chodźcie się przywitać, ciocia z wujkiem przyjechała.

Och nie! Tylko nie to! Nienawidziła tych chwil.

Do sieni weszła ciotka z wujkiem, a za nimi wparowała gromadka dzieci. W maleńkim, trzy metrowym pomieszczeniu zrobił się harmider, zaczęły się uściski i cmoki.

Stanęła oparta o framugę starych, obdrapanych drzwi. Wkrótce dołączyła młodsza siostra i brat. Dorośli kończyli witanie się, pewnie zaraz będzie jej kolej. Nie przepadała za tym wujkiem. Zawsze tak dziwnie, nieładnie pachniało mu z ust.

– No! Dalej! Przywitajcie się ładnie!

Podeszła niechętnie ze skwaszoną miną, próbując uniknąć zbyt bliskiego kontaktu.

– No, ale jak to tak? Bez buziaka? – odparował wujek reagując na jej wyciągniętą dłoń w geście przywitania.

Szukając wsparcia spojrzała na matkę, widząc jednak jej minę i karcący wzrok ojca nastawiła policzek. Wujek zamaszyście przyciągnął jej maleńkie, chudziutkie ciałko do siebie i zostawił soczystego, mokrego całusa trafiając prosto w jej usta.

– No! Od razu lepiej! – skwitował.

Wzdrygnęła się. Odeszła na bok i ukradkiem wycierając resztki wujkowej śliny z ust i policzka zrobiła miejsce rodzeństwu. To były najbardziej nielubiane przez nią momenty w odwiedzinach gości. Rodzinne wizytacje odbywały się tu praktycznie co tydzień. Kilka razy, chcąc uniknąć tych chwil, uciekła do sadu, chowając się wśród krzaków porzeczek, jednak w efekcie końcowym na nic się to zdało. Wcześniej czy później musiała wrócić do domu, a wtedy często wujkowy buziak zostawiał śmierdzący ślad mieszanki śliny i alkoholu na jej delikatnej, dziecięcej skórze. Zawsze miała wrażenie, że czuje ów smród przez resztę dnia.

Próbowała też raz czy dwa odmówić przywitania się. Skończyło się to jednak tak ogromną burą od rodziców, że więcej nie odważyła się tego powtórzyć.

Podczas rodzinnych wizyt zdarzały się czasem jednak i gorsze chwile. Kiedy spotkanie rodzinne zakrapiane było alkoholem, w domu robiło się głośno, ciasno i gwarno, a w powietrzu duszno od papierosowego dymu. Starała się wtedy unikać przebywania w polu widzenia wujostwa. Jeśli była zbyt nieostrożna rozochocony wlanymi w siebie procentami wujaszek lub ciotunia łapali ją za rękę i ciągnęli sadzając siłą na kolanach. Zaczynało się obmacywanie i zadawanie krępujących pytań:

– No chodź tutaj do nas! Pokaż, czy już Ci coś tam rośnie?

– No! Pokaż! Masz coś już, czy jeszcze nie? – rechotali głośno, przekrzykując jeden, drugiego.

Nigdy nie czuła się bardziej zawstydzona niż w takich chwilach. Jakby zabierano jej to, co najcenniejsze- jej dziecięcą niewinność. Najgorsze w tym wszystkim było, że nikt z obecnych tam dorosłych nie reagował w żaden sposób. Za każdym razem czuła straszny, wewnętrzny zgrzyt i niemy krzyk sprzeciwu, kiedy po raz kolejny czyjeś łapska przekraczały jej dziecięcą granicę intymności.

Czy to normalne?

Czy tak właśnie zachowują się dorośli?

Czy ona, ośmioletnia dziewczynka, powinna akceptować takie zachowania?

I dlaczego, jeśli wszyscy to tolerują, ona mimo wszystko czuję wewnętrzny sprzeciw i niezgodę na takie zachowania?

Dlaczego tak bardzo źle czuje się za każdym razem, kiedy ktoś obcy dotyka jej ciała?

Czy z nią jest coś nie tak, że reaguje niechęcią na te gesty? I czy kiedyś będzie umiała zaakceptować takie zachowania wobec siebie nie czując wewnętrznego sprzeciwu?

 

Intymna granica dziecka, czy istnieje coś takiego?

Od kiedy zaczyna się intymna granica dziecka, której nie wolno nikomu przekraczać?

Ile lat powinno mieć dziecko, by tę granicę uszanować?

Co reguluje i wyznacza jej nienaruszalność?

Kiedy gesty i dotyk stają się naruszeniem integralności dziecięcej? I kiedy można nazwać je molestowaniem seksualnym?

Moje dziecko nigdy nie było zmuszane przeze mnie do dawania całusów wujkom, ciociom lub innym obcym osobom. Zawsze miała prawo decydować, czy i w jaki sposób, chce się z kimś przywitać. Nastręczało to oczywiście mi wiele nieprzyjemnych sytuacji, kiedy inne dzieci „grzecznie i ładnie” witały się uściskami i pocałunkami z członkami bliższej lub dalszej rodziny. Patrzono wtedy na mnie krzywo, że nie umiem wychować swojego dziecko. A ja, gdzieś w środku czułam, że nie mam prawa jej do tego zmuszać. Wciąż pamiętałam jak nienawidziłam takich sytuacji sama będąc dzieckiem.

Moja druga córka od początku wychowywana jest zgodnie z zasadą, że jedynymi osobami, które ją dotykają są mama i tata. Choć obecnie ma 18 mc, daję jej prawo do decydowania, czy chce być przez kogokolwiek innego dotykana czy noszona na rękach.

Stało się dla mnie naturalne, że dziecko, bez względu na wiek, ma prawo decydować, na ile powoli obcej osobie zbliżyć się do siebie. Nie ma dla mnie znaczenia, czy jest to babcia, dziadek, ciocia czy wujek, jeśli maluch widzi ich drugi czy trzeci raz w życiu lub jeszcze gorzej – pierwszy, to w oczach dziecka są oni obcymi ludźmi.

Często jestem świadkiem scen, gdzie grupa dorosłych przekazuje sobie dziecko z rąk do rąk niczym zabawkę, nie licząc się z jego uczuciami. Czy takie kilkumiesięczne lub kilkuletnie dziecko nie ma prawa decydować o swojej intymnej przestrzeni? I czy my nie powinniśmy mieć obowiązku, jako rodzice, chronić jego intymności i autonomii, póki ono nie jest w stanie zrobić tego same?

Wyobraźmy sobie sytuację, że idziemy do nowej pracy, a tam wzywa nas do swojego gabinetu nasz nowy szef i od progu ciągnie za rękę i każe usiąść sobie na kolana. Przytula nas i dotyka. Czyż nie brzmi to absurdalnie? Nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić takiej sytuacji, prawda?

Dziecko uczy się życia przez obserwację i naśladowanie. Rodzice stają się dla niego lustrem, wyznaczają i nadają kierunek jego życiu. Czy jeśli czegoś nie chce, to czy ma prawo to zamanifestować? Czy też bezwględnie i posłusznie powinno wykonywać rozkazy rodziców, tłumiąc jednocześnie swoje wewnętrzne odczucia? A jeśli tak, to odpowiedzmy sobie wtedy na pytanie, kiedy nauczy się ono stawiania zdrowych granic i reagowania na nieodpowiedni dotyk? W żłobku? W przedszkolu? W szkole? A może w pracy?

Rodzice są tymi, którzy jako pierwsi pokazują dziecku wzorce, którymi będzie się ono kierowało w swoim życiu. To z domu wyniesie ono szacunek lub jego brak do swojego ciała i intymności. Jaki więc wzorzec można wynieść z domu, gdzie nagminnie łamie się jego przestrzeń i narusza cielesność?

Czy my sami chcielibyśmy, by ktoś nas też tak traktował? By bez naszej zgody przytulał, podnosił, dotykał, całował? Dlaczego więc zabieramy to prawo małemu rosnącemu człowiekowi? Czy tylko dlatego, że nie potrafi on wyrazić swojego zdania i jasno zakomunikować, na co się NIE zgadza? 

Patrząc na reakcję moich córek, kiedy ktoś z zewnątrz stara się je dotknąć lub przywitać, często obserwuję grymas na ich twarzy, obronny gest lub unik.

Nasze społeczeństwo nie jest przyzwyczajone słyszeć od matek czy ojców dzieci słów: „Proszę nie dotykać mojego dziecka.”

Często można usłyszeć w odpowiedzi na taką reakcję: „Przecież to tylko dziecko.”

Tylko i AŻ DZIECKO. To dziecko od urodzenia uczy się wyznaczania granic i chronienia swojej intymnej przestrzeni reagując tak, jak umie, krzykiem, krzywą miną, unikiem, grymasem lub płaczem na niechciany dotyk.

Dzieci mają prawo do tego, by nie przekraczano ich sfery intymnej, a my rodzice mamy obowiązek chronić je i wspierać w ich rozwoju.

 

 

9 Comments on “Intymna granica dziecka

  1. Dzień dobry . trafiłam tutaj przypadkiem – szukałam informacji o „ michalku” . Przyznam , ze jestem bardzo zaciekawiona Pani wpisami. Ciekawe spostrzeżenia. Jestem tego samego zdania co Pani, ze nie należy zmuszać dzieci do czegoś czego nie chcą… jeśli chodzi o przekazywanie dziecka z rak do rak … bardzo kontrowersyjna sprawa- myśle , ze dla wielu ludzi może być szokiem to co Pani robi … mam na myśli tu ograniczony kontakt dziecka Np z dziadkami ( trzymanie na rękach , przewijanie itd) … jestem ciekawa jak teściowie i rodzice te zasadę przyjęli ? Jak przyjął to partner ? Trudno mi uwierzyć , ze nie chcą trzymać wnuczki w ręku …Proszę mnie źle nie zrozumieć – Jestem ciekawa jak udało się pani ten cel osiągnąć? Proste jest to tylko wtedy , gdy mieszkamy z dała od rodziny… ale jeśli żyją z nami lub są blisko i co gorsza narzucają nam swoje zdanie, poglądy jak wychowywać dziecko , wtedy zaczyna się armagedon … jestem ciekawa co by Pani poradziła takim osobom … sama walczę z teściami i rodzeństwem partnera ( wiedza wszystko o dzieciach najlepiej ) mam nadzieje , ze może kiedyś poruszy Pani i ten temat…

    Polubienie

    • Bardzo dziękuje, ze podzieliła się Pani swoimi spostrzeżeniami.
      Tak. To prawda, kiedy rodzina jest daleko bywa w pewnym sensie łatwiej.
      Myśle, ze ważne jest na początku odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest zgodne ze mna na dany moment, na co się zgadzam, a na co czuje wewnętrzny sprzeciw.
      Oboje z moim partnerem mamy zbliżone zdanie dotyczące wielu kwestii związanych z dziećmi. Jednak nasze najbliższe rodziny reprezentują ten tradycyjny model.
      Nie ma nic trudniejszego niż stawianie granic naszej rodzinie. Ale nie oznacza to, ze jest to niemożliwe, nawet jeśli mieszkają z nami lub tuż obok.

      Polubienie

      • Dziękuje Pani Sylwio za odpowiedź. Myślałam , że to ja już jestem nienormalna … i może ze mną jest coś nie tak. Zgadzam się z tym co Pani napisała i szczerze podziwiam , ze udaje się Pani wytrwać w swoich przekonaniach i postanowieniach. Myślę że dużą rolę odgrywa także tutaj Partner… jest wsparcie. Niestety ja próbowałam kiedyś tez wdrążyć te metodę w życie , ale Mój mąż uważa, ze Dziecko właśnie oswaja się przez to , ze inni biorą Je na ręce i nie widzi w tym nic złego . Przecież my Byliśmy tak wychowywani … walka z wiatrakami …dałam sobie spokój z tym braniem na ręce … czasem żałuje , ze odpuściłam … miłego dnia ! Będę zaglądać tutaj i czytać co Pani pisze …

        Polubienie

        • Pani Anno, przeciwstawienie się zasadom i wzorcom wyniesionym z domu rodzinnego jest dużą odwagą. Proszę być dumną z siebie, że miała Pani siłę spróbować. Doskonale Panią rozumiem. Ciężko jest trwać przy swoim nie mając żadnego wsparcia wokół.
          Mój partner jest osobą, która nie przeszkadza mi we wdrażaniu w życie pewnych nowych zasad, jednak podparte jest to często wieloma rozmowami i nie zawsze zgadza się on ze mną. Nasza decyzja o nie dawaniu dziecka na ręce będzie bardzo trudna do zaakceptowania przez wiele osób. W dużej mierze może to wynikać stąd, że wiele z nich wciąż uważa, że tak małe dziecko nie może mieć emocji czy uczuć, co jednocześnie powoduje, że powinno mu być obojętne, kto go trzyma. To wciąż stare przekonania wyniesione jeszcze z lat 50-tych i ciągnące się przez pokolenia. Jednak tak malutkie dziecko doskonale wie, kiedy matka jest blisko, wyczuwa jej najmniejszą zmianę nastroju. Jestem pewna, że zauważyła to Pani również.
          Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia.

          Polubienie

  2. To prawda Pani Sylwio. Maluszki maja swoje uczucia ! Udało mi się namówić , przekonać partnera …rodzina będzie przezywać szok przy świętach i czeka mnie ciężkie starcie z nimi 🙂 dokładnie tak jest. .. widzę po niej , ze nie lubi gdy ktoś inny ja tuli… reaguje płaczem i uspokaja się w rękach rodziców. Myśle , ze najważniejsze jest aby kierować się tym co dziecko czuje i dbać o jego dobro.. nie można zmuszać… dziecko to nie zabawka aby przekazywać ja z rak do rak i
    lekceważyć jej uczucia… najgorzej jest wtedy , gdy dziadkowie chcą być ważniejsi od rodziców – znam to z doświadczenia i ciężko jest z nimi
    Walczyć … życzę wszystkiego dobrego i … udanej zabawy sylwestrowej …(nowy rok już tuż, tuż…;-)

    Polubienie

    • Pani Anno, trzymam kciuki za Panią! Nawet jeśli uda się Pani choć trochę zmian wprowadzić to i tak będzie ogromny sukces. Czasem małe kroczki czynią największe zmiany w naszym życiu.
      Życzę udanych świat Bożonarodzeniowych i wspaniałej zabawy sylwestrowej.

      Polubienie

  3. Miło widzieć, że są mamy, które też zmagają się z tymikwestiami, a nie tylko podporządkowują. Ja od początku miałam dziecko z serii „tylko u mamy” i było to coś zupełnie niezrozumiałego dla całej rodziny mojego partnera, a szczególnie siostry i matki. W mojej rodzinie wiedzą już, że umiem wyrazić swoje zdanie i dążę do kreowania rzeczywistości tak jak chce zeby wyglądała, wyznaczając często kontrowersyjne granice. Żyjemy bez ślubu, nie ochrzciliśmy dziecka i często brniemy pod prąd-w mojej rodzinie przechodzi to bez echa, w drugiej jest nie do pomyslenia „a co ludzie pomyślą?”. Ja już nauczyłam się ucinać bezproduktywne dla mnie dyskusje na tematy trudne do zrozumienia dla innych, mój mężczyzna jeszcze się uczy i wciąż słucha „umoralniania” matki i siostry. Od początku miałam miabo najgorszej matki świata, bo nie wiedzialam do kogo podobne dziecko, nie dawalam przerzucać z rąk do rąk, jak płakała to nie pozwalałam na wypłakanie się czy to w łóżeczku czy na rękach u teściowej „bo musi sie przyzwyczaić”, nie znikałam bez słowa tylko zawsze tłumaczyłam gdzie idę i kiedy wrócę, nie wciskałam jedzenia na siłę, nie odrywałam od siebie płaczącego dziecka „bo już trzeba wyjść więc załóż jej tą kurtkę”. Dla większości rodziny jestem tą „matką wariatką”, momentami wręcz jakimś wybrykiem natury, ale nie wyobrażam sobie na siłę oddac dziecka tam gdzie ono nie chce być czy zmuszać do pójścia na ręce/ dania buziaka kiedy nie chce, choćby to była najukochańsza ciocia, babcia, wujo, a moje dziecie miało jedynie gorszy dzień. Także łączę się w „bólach” młodych mam odstających od utartych schematów. Święta nadchodzą 😉

    Polubienie

    • Pani Igo … witamy w klubie … tez mamy nie ochrzczone dziecko ,nie szczepimy dzieci , starsze chodzi do szkoły montessori – dla rodziny mojego męża jesteśmy nienormalni. Nie przejmujemy się tym. Tylko czasem sił brak … i tak myśle jak to się zakończony … wyjścia są dwa : albo jego rodzina da nam święty spokój , albo
      My się rozejdziemy … bo na dłuższa metę pewnie tak się nie da funkcjonować … niektórzy chyba nie rozumieją , ze idź dzieci maja już własne rodziny i w pewnym wieku nie wypada się wtrącać i zwracać uwag swoim dzieciom …

      Polubienie

    • Dziękuje za komentarz Pani Igo. Dzieli się Pani bardzo ważnymi sprawami. Myśle, ze nadszedł taki czas, kiedy my, kobiety, zaczynamy wracać do naszej intuicji, słuchać tego wewnętrznego głosu i tym samym odnajdywać w sobie sile, by przeciwstawić się zasadom wbrew naturze życia.
      Pozdrawiam gorąco!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: