nieDorosłe Dzieci

„Siedziała z kubkiem ciepłej herbaty i z zamyśleniem spoglądała przez okno, jak delikatne płatki śniegu opadają na ziemię w świetle latarni. 

 Piękny, nowy apartament na zamkniętym, strzeżonym osiedlu. Tak, to miejsce idealne dla niej i jej małej córeczki. Tu powinno być im dobrze. Tu zaczną wszystko od nowa.

Jej wzrok powędrował na piętrzące się na podłodze worki na śmieci, w których spakowane miała całe swoje życie. Dziewiąta przeprowadzka w ciągu ostatnich 3 lat, a druga w ciągu dwóch tygodni. Nawet jak na nią to było za dużo, zmęczona powoli zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo jest samotna. Teraz, kiedy tego tak bardzo potrzebowała, nie miała nawet z kim porozmawiać i komu się wypłakać. Każdy uważał ją za silną kobietę sukcesu, a ona właśnie straciła cały dorobek swego życia. Została z niczym. Za wypracowaną latami maską nieporuszenia, siły, sztucznego szczęścia i profesjonalizmu skrywała swoje niepokoje, obawy i lęki. Znowu musi zacząć wszystko od początku. Skąd weźmie na to siłę? Od czego ma zacząć? Czy poradzi sobie? Z dala od bliskich, z dala od rodziny, z dala od tego, co znane. Poczuła nieprzyjemne uczucie ucisku w gardle, a do oczu powoli napłynęły łzy. Próbowała ze wszystkich sił zdławić je w sobie. Nie chciała, by córka zobaczyła, jak płacze. Rzadko pozwalała sobie na płacz, a tym bardziej przy dziecku, w końcu płaczą tylko słabi. 

Patrzyła na biegającą po salonie córeczkę. Gdyby nie ta mała, kilkuletnia istotka… już dawno by się poddała. Natrętne myśli zaczęły bombardować jej głowę. Nienawidziła tego. Okropne uczucie. Czuła, że tonie, że nie ma już sił. Poświęciła 5 lat swojego życia i 5 lat życia dziecka tylko po to, by sięgnąć szczytu i spaść z niego na samo dno. Porządnie dostała po dupie od życia. Po raz kolejny. Nie miała siły, by dalej walczyć z całym światem. Tak naprawdę to chciałaby, żeby to się skończyło, tak naprawdę to chciałaby usnąć i już nigdy się nie obudzić. Kto jej pomoże? Kto wesprze i wyciągnie z tego dna?

 Chwyciła za telefon i wybrała numer do matki. 

Mamo, musisz przyjechać. Nie mam już siły… Boje się..

Trzy godziny później u progu stanęła matka. Choć niechętnie, bo w domu czekała robota, to postanowiła zostać na kilka dni, żeby znowu zrobić porządek w życiu swojej córki. 

Co ona by zrobiła, gdyby nie matka.”

Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców. Mimo dorosłego ciała, wewnątrz wciąż siedzi malutkie, rozchwiane emocjonalnie dziecko. Wołające o ratunek, pomoc w trudnych sytuacjach, dzwoniące codziennie do mamy i taty z milionem oczekiwań wewnątrz, oczekiwań miłości, bliskości, empatii, zrozumienia, bezpieczeństwa, troski. Oczekiwań, które nigdy nie zostaną zaspokojone, a na które z naiwnością ciągle czeka.

Tak wygląda życie wielu dorosłych ludzi w dzisiejszym świecie. Dysponują oni narzędziami i możliwościami dorosłego człowieka, ale wewnętrznie mają po kilka lat. 

Poranieni, skrzywdzeni poszukują wciąż pomocy na zewnątrz. Pomocy, która nigdy nie nadejdzie. W ich życiu, gdy tylko zdarzy się niepowodzenie, upadek lub porażka, zamiast szukać odpowiedzi w sobie poszukują oni jej na zewnątrz. Innych oskarżają za swoje złe samopoczucie: to ona mnie zdenerwowała, to przez niego mam zły dzień, to przez nie jestem smutna, to jego wina, bo mnie zdradził, bo mnie porzucił, bo pije i moje życie przez jest do dupy, bo gdyby tylko przestał robić to, wszystko byłoby inne, lepsze, a ja byłabym szczęśliwsza.

Nie.

Nie byłoby. 

Nie byłoby ani lepsze, ani szczęśliwsze. To jedynie magiczne myślenie wyniesione z dzieciństwa. Myślenie i pobożne życzenia, że kiedyś rodzice się zmienią, a oni będą wtedy szczęśliwi. W dorosłym życiu odpowiadamy sami za siebie, każdego dnia dokonując wyborów.

Nikt nie jest w stanie nas uszczęśliwić, jeśli sami sobie tego szczęścia nie potrafimy dać.

Nikt nas nie pokocha bardziej niż my sami siebie.

Nikt nas nie będzie szanował, jeśli brak jest tego szacunku wobec nas samych.

Nikt nie będzie nam wierny, jeśli każdego dnia zdradzamy siebie, rezygnując z ważnych dla nas wartości, pozwalając by nasze granice były ciągle przekraczane.

Nikt nie uratuje nas i nie uwolni od problemów. Dawno temu przestaliśmy być dziećmi i sami ponosimy za siebie odpowiedzialność.

Nikt nie potraktuje nas poważnie, jeśli sami z siebie kpimy.

Nikt nam nie zaufa, jeśli sami nie ufamy swojemu wewnętrznemu głosowi.

Nikt o nas się nie zatroszczy, jeśli my nie zatroszczymy się odpowiednio o siebie.

Nic w naszym życiu się nie zmieni, jeśli nie zdecydujemy, że tego chcemy.

Pozostaje nam wtedy płakać samotnie do poduszki, kiedy nikt nie widzi, dzwonić do mamy i narzekać jak nam źle w życiu, jaki on jest beznadziejny, jaką ona jest jędzą. Narzekać, jęczeć, marudzić, rozpaczać, załamywać ręce, topić smutki w alkoholu i… oddać swoje życie w ręce innych, niech z nim coś zrobią, tylko coś dobrego, ale niech zrobią tak, byśmy nie musieli w tym uczestniczyć, i żebyśmy nie musieli czuć, niech to się zadzieje za naszymi plecami i zmieni nasze życie w magiczny sposób.

Ale tak się nie stanie, nikt za nas niczego nie zrobi, niczego nie naprawi i niczego nie zmieni. 

Magia pojawi się dopiero, kiedy zaczniemy do siebie wracać, kiedy kawałek po kawałku, krok za krokiem powoli zaczniemy odzyskiwać siebie, dawać sobie to, czego wewnętrznie potrzebujemy. 

Nie stanie się to w ciągu dwóch dni, ani w ciągu tygodnia, ani nawet miesiąca. Może nawet potrwa to więcej niż dwa lata, a może całe życie. Jednak każdy odzyskany kawałeczek siebie powracający na swoje miejsce napełni nas niezwykłym uczuciem spokoju, spójności, integralności, bezpieczeństwa, miłości i samoakceptacji. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: