Dzień z życia matki

„07:30. Cholerny czas pędził nieubłaganie. Zaraz powinna wychodzić z domu, a miała jeszcze tyle na głowie.

Drżącą ręką próbowała zrobić cienką kreskę na powiece. 

-Cholerny eye-liner. Nigdy nie wychodzi równo – zaklęła.

Z pokoju dobiegł ją donośny płacz dziecka. Po chwili do łazienki wbiegła jej trzyletnia córeczka. 

– Jezu! Co znowu? Czego tym razem ryczysz? – krzyknęła nie odrywając wzroku od lustra 

– No zaraz! – syknęła przez zaciśnięte zęby, widząc, jak mała wyciąga w jej stronę rączki – Zaraz cię wezmę! Poczekaj! Nie widzisz, że jestem zajęta…?! Poczekaj…! Zaraz cię wezmę…! 

Im bardziej ona się spieszyła, by dokończyć jak najszybciej to, co zaczęła, tym bardziej córka zawodziła. W końcu frustracja matki sięgnęła zenitu. Nie wytrzymała. Odłożyła kosmetyki i nerwowo podniosła dziecko do góry. 

– Czego do cholery chcesz? Musisz tak wyć?! Nie możesz chwili poczekać?! Co znowu?! Co znowu się stało?! 

Kolejny poranek i zszargane nerwy. Nic nie mogła zrobić w spokoju, wszystko w pośpiechu, z nerwami i tym ciągle ryczącym dzieckiem. W środku cała trzęsła się ze zdenerwowania. Zależało jej, by choć raz wyjść o normalnej porze z domu i nie spóźnić się do pracy. Ale nie, przecież codziennie musi być to samo. Kiedy tylko starała się, jak najszybciej zebrać do pracy, jej dziecko, jak za dotknięciem magicznej różdżki, dostawało jakiegoś ataku szału. A ona dostawała nerwicy, że znowu jest sama i że wszystko jest na jej głowie. 

Trzymając małą na rękach poszła do kuchni. Nasypała jej do miseczki płatki śniadaniowe. Wróciła do łazienki. Posadziła córkę na dywaniku, a obok postawiła miseczkę z płatkami, mając nadzieję, że to choć na chwilę zajmie dziecko. Sama zabrała się do robienia makijażu. Gdyby nie musiała się malować, byłoby dużo łatwiej i szybciej. Ale nie mogła przecież się tak pokazać ludziom. Jej wizerunek świadczył o niej. Co by sobie pomyśleli współpracownicy i klienci jej firmy… To jak wyglądała było dla niej priorytetem ponad wszystko.

Ledwie zdążyła skończyć malować prawe oko, kiedy znowu rozległ się płacz.

– Niech to szlag! – zawarczała pod nosem.

Odwróciła wzrok od lustra i spojrzała na dziecko. Na całej podłodze rozsypane były płatki, a po środku stojąca jej córka zawodząc w niebogłosy.

– Jezu! Zobacz, co zrobiłaś! Nie możesz choć chwile się sobą zająć! Czego znowu ryczysz? Siadaj tu i jedz! – Ze złością starała się usadzić ponownie malucha na podłodze. 

– No, co? Co mam ci dać? Zaraz skończę i cię wezmę. – im bardziej starała się usadzić małą na podłodze, tym bardziej ta wyginała się do matki.

– Zaraz! Słyszysz? Zaraz. No, zaraz! Nie słyszysz, co mówię?! 

Z każdym wykrzykiwanym przez nią zdaniem dziecko zawodziło jeszcze głośniej, aż w końcu zaczęło krztusić się od płaczu.

– Niech to szlag! Kolejny raz spóźnię się do pracy przez ciebie! – chwyciła dziecko pod pachy i podniosła do góry. 

– I co?! Lepiej?! Dasz mi kiedyś się w końcu spokojnie zebrać?! Czy będziesz tak ciągle wyć, co?? Dosyć mam już tego, rozumiesz? Dosyć! – ze zdenerwowania jej głos zaczął się załamywać. Poczuła, że za chwilę się rozpłacze i cały makijaż wezmą diabli!  Miała dość. Naprawdę dość. Tyle na głowie. Firma. Dom. I ona sama z tym wszystkim. Nie dawała już rady. Jeszcze to dziecko, które niczego jej nie ułatwia. A przecież ona to wszystko robi właśnie dla niej, dla córki. Haruje po 10 godzin, żeby niczego im nie brakowało. Chce, żeby jej dziecko miało wszystko. Nie tak jak ona, kiedy była mała i miała jedna zabawkę, jednego miśka, a ubrania nosiła zawsze po starszych kuzynkach lub obcych ludziach. Jej córka miała wszystko. Dostawała każdą najnowszą zabawkę, jaka pojawiała się w sklepie i zamiast to docenić i zrozumieć to jeszcze cyrki robiła. 

Z rozmyślania wyrwał ją dźwięk dzwonka do drzwi.

– Nareszcie. – pomyślała – Przyszła niania. 

Kochana babcia Ela (tak ją nazywała razem z córką, choć naprawdę na imię miała Janina). Co ona by bez tej kobiety zrobiła. Jedyna osoba, na którą zawsze mogła liczyć. Była z nimi odkąd mała skończyła 10 miesięcy.

Pospiesznie wstała i otworzyła drzwi. 

– Dobrze, że już pani jest, pani Elu. Mała znowu nie pozwoliła mi się zebrać. Wyje i marudzi od rana. Nie wiem, o co jej chodzi. – podała zapłakaną córkę kobiecie.

– No chodź do baby, Niula. – Babcia Ela wzięła zapłakane dziecko na ręce. – Przytul się do baby, Niulka. No już dobrze. – spokojnym, ciepłym głosem starała się ukoić roztrzęsione dziecko – Chodź, pobawimy się w pokoju…

Nareszcie! W końcu upragniony spokój. Jeszcze tylko fryzura i będzie gotowa. Odetchnęła z ulgą kierując się w stronę łazienki. 

Choć miała przed sobą intensywny i pracowity dzień to nie mogła się doczekać, kiedy zamknie za sobą drzwi i w końcu odpocznie od tego ciągłego płaczu i wycia.”

Ucieczka to jeden ze sposobów

Nic nie może się równać nerwówce, jaką mają w domu. Z ulgą oddychają zamykając za sobą drzwi i wychodząc do pracy. Tam mogą spokojnie wypić kawę, przeczytać wiadomości, wykonać zaległe telefony i wejść na Facebooka czy Instagrama. Dzisiejsze matki, nie mając odpowiedniego wsparcia ani narzędzi do tego jak radzić sobie z nawałem obowiązków, oczekiwań i emocjami dorastającego dziecka, odnajdują jedyne wyjście, jakim staje się ucieczka z własnego domu. Nikt ich nie przygotowywał do bycia matką. Nikt nie powiedział, jak reagować na często płaczące dziecko, skąd brać cierpliwość. Potrafią tylko to, czego nauczyły się we własnym domu rodzinnym.

Czy są złymi matkami? 

Nie. 

Są takimi, jakimi zostały nauczone być. Nauczone przez własną obserwację, kiedy same były dziećmi.

Są takimi, jakimi potrafią być na dany moment swojego życia. 

Trudy macierzyństwa

Większości kobiet nikt nie uczy, jak być dobrą matką, dobrą, cierpliwą, wyrozumiałą i łagodną. Z domu rodzinnego wyniosły one pewne zachowania i wzorce, które powielają w relacji z własnymi dziećmi. Nie ważne, jak bardzo by się starały, to świadomie nie są w stanie kontrolować swoich automatycznych zachowań.

Wiele z nich nauczyło się, jak krzyczeć na dziecko, kiedy ich nie słucha, jak reagować, kiedy są zajęte, a ono przychodzi co chwila starając się odwrócić ich uwagę, jak zrzucać odpowiedzialność za wszystko, co się wydarza na innych.

Nikt ich nie nauczył, jak ustalać w życiu priorytety, kiedy pojawia się w nim mała istotka. Często po omacku stawiają pierwsze kroki na nowej drodze macierzyństwa. Stres, nerwy, brak wsparcia tylko pogłębiają ich frustrację.

To, co kiedyś działało, teraz zawodzi. I dopóki nie pojawią się nowe wzorce, dopóty będą się w nich odpalać automatyczne programy, jakie zostały zakodowane, kiedy były dziećmi. Nie radząc sobie z nadmiarem obowiązków i oczekiwań, często poszukują ucieczki z domu. Praca jest tego doskonałym przykładem. Tłumaczą same przed sobą, że przecież muszą pracować, żeby mieć za co żyć. Ulga, jaka pojawia się tuż po zamknięciu drzwi jest jak zbawienie. Tak wygląda życie wielu matek w dzisiejszych czasach.

Doskonale pamiętam, jak wyglądały jakiekolwiek wyjścia w moim rodzinnym domu: pośpiech, stres, nerwy, krzyki, często łzy w oczach mojej matki, która nie wiedziała, za co się wziąć w pierwszej kolejności, rzucane w naszą stronę oskarżenia, że to wszystko przez nas, że przez nas nie może zdążyć nigdzie na czas.

Moja matka była tak bardzo przytłoczona nadmiarem obowiązków, że nawet nie wiedziała, jak się w tym wszystkim odnaleźć. I nic dziwnego. Czwórka małych dzieci i gospodarstwo na głowie. Nawet w dzisiejszych czasach podziwiam kobiety, które mają wieloletnie rodziny, bo wiem, ile to oznacza pracy.

Jakoś damy radę

Jednak mimo wszystko to nie wina dzieci, że my rodzice, nie jesteśmy odpowiednio przygotowani do nowej sytuacji, że jesteśmy niezorganizowani i liczymy, że „jakoś to będzie”, bo skoro radziliśmy sobie wcześniej, kiedy dzieci nie było, to poradzimy sobie i teraz, kiedy one są. 

Nie, Kochani!

Nie poradzimy sobie. Jeśli nie spojrzymy na sytuację z nowej perspektywy i nie wprowadzimy odpowiednich zmian, nasze życie będzie jednym wielkim kłębkiem nerwów.

Skąd to wiem? Z własnego doświadczenia.

Będziemy każdego dnia zderzały się z nieustającym stresem, frustracją i bezsilnością. Dopóki nie uświadomimy sobie, że nasze życie sprzed pojawienia się dzieci możemy oddzielić grubą, czerwoną kreską od życia jakie mamy obecnie, dopóty będziemy zrzucać winę na wszystko wokół, bezradnie oczekując pomocy, której nie zawsze otrzymamy. Każdego dnia narastać będzie w nas poczucie winy, że jesteśmy kiepskimi matkami, bo nie radzimy sobie z ogarnięciem sytuacji. Jeśli do tego dojdą „pochlebne” komentarze naszych najbliższych potwierdzające nasze obawy i lęki to załamanie gotowe. 

A gdzie szczęśliwe macierzyństwo?

I gdzie tu miejsce na szczęśliwe macierzyństwo? Na radowanie się tym cudownym czasem, o którym przeczytałyśmy tyle artykułów? Gdzie te piękne, pełne miłości chwile z naszą pociechą, które wielokrotnie wyobrażałyśmy sobie będąc w ciąży? Nie będzie na nie miejsca. Zastąpi je stres, nerwy, złość, lęk i tęsknota, za momentem, kiedy nasze dzieci usamodzielnią się na tyle, że nie będą już tak absorbujące.

I ok. Możesz tkwić w tym stanie. Czekać, aż dzieci dorosną albo… Albo zmienić coś już dziś. 

Pierwszy krok do zmiany.

Pamiętaj, Twoje życie już nigdy nie będzie takie, jak kiedyś. Wspominanie z rozrzewnieniem dawnych czasów tylko pogłębia stan w jakim jesteś. Nie przybliży Cię ani do znalezienia skutecznego rozwiązania, ani do poprawienia samopoczucia.

Zatrzymaj się więc na chwilę. 

Rozejrzyj wokół. 

Jesteś matką. 

Masz dzieci, dziecko. 

Od teraz potrzebujesz odpowiedniego wsparcia, planu na życie i dobrej organizacji.

Często upieranie się przy tym, aby nasze życie było takie, jak dawniej nastręcza więcej nerwów niż to warte. 

Jesteś w nowej sytuacji i potrzebujesz nowych rozwiązań. 

Określ, na czym Ci zależy i zaplanuj to

Chcesz wyjść rano o określonej godzinie z domu? Zaplanuj i zorganizuj, co się da dzień wcześniej. Spakuj potrzebne rzeczy, przygotuj ubrania tak, aby rano zostało do zrobienia tylko to, co niezbędne. 

Musisz przewidzieć w swoim grafiku i wkomponować czas na przerwy, czyli karmienie, przytulanie się czy kilkuminutowe pobawienia się ze swoim brzdącem. 

Gwarantuję Ci, że dobrze rozegrany czasowo poranek wkrótce stanie się łatwiejszy niż myślisz, a Ty będziesz wychodzić z domu bardziej spokojna. 

Wychodząc z dzieckiem zacznij zbierać się godzinę wcześniej przed zaplanowanym czasem. Unikniesz w ten sposób pośpiechu i jego marudzenia, które nie zniknie, ale nie będzie Cię tak frustrować, jak w momencie, kiedy się spieszysz. 

Odpuść pewne rzeczy

Jeśli nie musisz, nie maluj się. Rób tylko to, co naprawdę niezbędne (w końcu to tylko chwilowe, bo przecież dzieci dorastają). Zapewniam Cię, że przysporzy Ci to dużo mniej nerwów, jeśli będziesz mogła elastycznie reagować na zmieniającą się sytuację wokół Ciebie. Bycie matką to naprawdę wyzwanie w dzisiejszych czasach. I uwierz mi, nie musisz wyglądać perfekcyjna, ale warto byś była zadbana pod kątem emocjonalnym i własnych potrzeb. 

Popracuj nad poczuciem własnej wartości.

Jeśli czujesz się niekomfortowo bez makijażu, sprawdź, dlaczego. Może Twoje poczucie wartości jest za niskie? Odpowiedz sobie na pytania:

– Czy lubię siebie bez makijażu?

– Czy uważam, że dobrze wyglądam bez makijażu?

Jeśli nie, to zapytaj się siebie, dlaczego. Skąd się te przekonanie wzięło w Twojej głowie? 

Może jak byłaś dzieckiem, ktoś Ci coś powiedział, a może ktoś Cię do kogoś porównał? 

Jeśli tak, to są metody i narzędzia, które pomogą Ci skutecznie to zmienić. Jedną z nich jest EFT (tu przeczytasz o tym więcej)

Mniej nerwów, łatwiejsze wyjście

Zmiana zaczyna się od małych kroków. Uwierz mi, będąc matką tylko spokój może Cię uratować, a praktyka czyni mistrza. 

Warto więc zacząć od małych kroków. Spróbuj na początku powyższy plan wprowadzić podczas wychodzeniu na spacer.

Z czasem zobaczysz, jak zmieni się Twoje życie na lepsze.

A jeśli potrzebujesz wsparcia i pomocy zawsze możesz napisać do mnie. 

Pozdrawiam Was serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: