Zamiast miłości…

„W końcu mogła sobie pozwolić na to, na co wcześniej brakowało jej kasy. Markowe ubrania i kosmetyki. Dotychczas z zazdrością w oczach patrzyła na swoją wystylizowaną jak gwiazda szwagierkę i myślała o tym, jaki świat jest niesprawiedliwy. Ale czasy się zmieniły. Wprawdzie kasa nie była jej, bo to mąż harował, ale po tym, co jej zrobił należy jej się odrobina luksusu. Ponad rok wcześniej przygruchał sobie panienkę. Do końca nie była pewna, jak ta ich znajomość się rozwinęła i na czym poprzestała. Gdy się o tym dowiedziała, co nie było trudne, bo mąż zupełnie tego nie krył, była zdruzgotana. Błagała go, by nie odchodził. Mieli dom. Firmę, plany na kolejny biznes i dwie córki, siedmioletnią Maję i dziewięcioletnią Asię. Mieli. Póki ta zdzira nie pojawiła się w ich okolicy. Podstępna szmata. Chciała jej go ukraść. Ale ona się nie dała. Wybłagała go, by jeszcze raz spróbowali. Klęczała na kolanach i skamlała, jak pies używając wszystkich argumentów, od szantażu poprzez wzbudzanie litości, aż po próbę targnięcia się na swoje życie. Kiedy to nie zadziałało przyjęła rolę perfekcyjnej żonki, takiej, o jakiej zawsze marzył, a jaką nigdy nie była. 

Znali się tyle lat i doskonale zdawała sobie sprawę, że nie była bez winy w tym małżeństwie. Do tej pory był dla niej chodzącym bankomatem, ale teraz na samą myśl, że mógł ją zostawić, odejść do innej… i to tamta miałaby wszystko… O nie! Co to, to nie! Do tego dopuścić nie mogła. Może i była naiwna sądząc, że może traktować go jak śmiecia przez tyle lat, wykorzystując go do spełniania własnych zachcianek, ale teraz, gdy została przyparta do muru, widząc, że może go naprawdę stracić, stanęła do walki i wyciągnęła całą artylerię. Była gotowa na wszystko. Nawet na zjednanie sobie jego durnej rodzinki.

No i osiągnęła swój cel. Wrócił do niej. Po kilku tygodniach oprzytomniał i wrócił. I w sumie powinna być szczęśliwa. Miała szansę zacząć wszystko od nowa. Oboje mieli szansę. Sęk w tym, że nie umiała zapomnieć o tym wszystkim. Wyobraźnia nie próżnowała niestety, a w głowie pojawiały się wciąż żywe obrazy jej męża i tej pipy w namiętnych uściskach. 

Gdzieś w głębi duszy liczyła, że kiedy on wróci, to wszystko będzie jak dawniej, że dalej będzie tym samym, tak dobrze jej znanym mężusiem, potulnym i układnym. A tu niestety… jej ukochany zmienił się nie do poznania. Nagle nabrał pewności siebie. Rozochocił się i zrobił się hardy.

Od tamtego czasu minęło kilka miesięcy. Z jednej strony byli razem, ale z drugiej… trudno było nazwać to związkiem, a już na pewno na próżno było między nimi szukać miłości. Oboje pracowali. Po powrocie z pracy i odebraniu córek ze szkoły każde rozchodziło się do swoich zajęć. Ona biegała na codzienne zajęcia Jogi i fitness. On albo na mecze piłki nożnej, albo z córkami na treningi, z jedną na basen, a z drugą na balet. U niego w weekendy dodatkowo wpadały do grafiku około 2-3 godzin przygotowań do obrony pracy dyplomowej. Ona? Zakupy, wizyty w salonach piękności, spotkania z koleżankami.

I tak mijał dzień po dniu.

A miłość?

Cóż… na razie nagradza się za wszystkie krzywdy, jakie jej wyrządził mąż z tamtą zdzirą. W końcu zasługuje teraz na wszystko, co najlepsze.”

A czym dla Ciebie jest miłość? Czy wspólnym spędzaniem czasu przed telewizorem, a może długimi, wieczornymi rozmowami przy kubku ciepłego kakao? 

A może miłość to ślub, rodzina, posiadanie dzieci, domu? Jak definiujesz miłość? 

I co, jeśli jej brak? Czym ją zastępujesz? Co sobie kupujesz w zamian, jakie „zabawki”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: