O emocjach i reakcjach automatycznych

IMG_6485

To było jedno z najważniejszych odkryć, jakie udało mi się dokonać na mojej ścieżce rozwoju osobistego. W momencie, w którym to załapałam poczułam, jakbym odzyskała władzę nad swoim ciałem i reakcjami. Przestałam być niewolnikiem samej siebie.

O czym mówię?
O automatycznych reakcjach jakie miały miejsce, gdy pojawiały się silne emocje. Najgorzej było, gdy wpadałam w złość… wtedy nie było granic, nie panowałam zupełnie nad tym, co się ze mną działo i jak reagowałam na daną sytuację. A gdy opadły emocje, hmm… przychodził smutek, żal, pretensje do samej siebie, poczucie winy i wstyd, że znowu się nie ogarnęłam, że znowu zawaliłam, że znowu nie zapanowałam nad sobą i zachowałam się jak wariatka.
Te niekontrolowane ataki złości, smutku i gniewu rozwalały moje życie. Czułam, że bez względu jak bym się nie starała, to i tak nie mam na to wpływu.
Nie pomagały mi próby kontroli, powstrzymywanie emocji czy cokolwiek podobnego. Nie pomagało mi głębokie oddychanie ani liczenie do 10. Nie pomagało wychodzenie z domu, żeby ochłonąć. Nie pomagało mi walenie pięściami ani wrzeszczenie w aucie…, bo każda z tych technik nie zmieniała moich pierwotnych, wyuczonych reakcji. Każda z nich była jedynie leczeniem objawów…
Wiedziałam, że rozwiązaniem jest zmiana reakcji, problem polegał tylko na tym, jak to zrobić, żeby było skuteczne.

I tak pewnego razu, podczas jednego z wieczorów, zbierałam się w sobie do tego, by opierdzielić moją straszą córkę za zbyt długie siedzenie w łazience i marnowanie wody. Im dłużej słyszałam jak ta woda się leje, tym mocniej czułam, jak napływa fala złości i wkurwu takiego, że za chwilę zmiotłabym pół miasta wrzeszcząc na całe gardło.

Czekając aż wyjdzie z łazienki zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak właściwie mnie to irytuje, dlaczego tak bardzo mnie denerwuje to, że ona przesiaduje tyle czasu w łazience (pomijam temat zużywania wody, bo do szału mnie doprowadzało nawet to, gdy siedziała zbyt długo załatwiając się).
I zaczęłam wsłuchiwać się w siebie, pojawiły się odpowiedzi, że ja tak nie mogę, bo od razu wszyscy wchodzą mi na głowę i czegoś chcą, że mi tak nie wolno było, gdy byłam w jej wieku, itd.
Analiza jednak nic nie zmienia, bo ochota na zrobienie z córką porządku i przywołania jej do pionu stawała się coraz silniejsza. I wtedy zadałam sobie pytanie:
„Na co ja tak naprawdę mam ochotę? Co ja tak naprawdę chciałabym teraz zrobić?”
I odpowiedź:
„Nawrzeszczeć na nią, wydrzeć się, żeby poczuła, kto tu rządzi, że nie ma prawa siedzieć tyle czasu w łazience, bo mi też nie wolno, bo ja też nie mogę!!!”
BOOM!
Jest! A więc to w tym był problem!
A więc to o to chodzi w moim zachowaniu.
O sprawiedliwość, o to, że mi nie wolno było i nadal nie wolno tak długo, beztrosko siedzieć w łazience.
I zadałam kolejne pytanie:
„Czego w takim razie potrzebuję? Co chcę osiągnąć? Co chcę, by moja córka zrobiła?”
Odpowiedź: „Chcę, żeby nie przesiadywała w łazience godzinami.”
„Dlaczego?”
„Bo ja też chcę się wykąpać. Bo powiedziała, że będzie tam chwilę, a minęło ponad 30 minut. Bo to niesprawiedliwe.”
A więc wcześniej pojawiła się we mnie potrzeba, której nie mogłam zrealizować…

I tak czekając, aż córka wyjdzie z tej łazienki, znajdowałam coraz więcej logicznych argumentów, przemawiających na moją korzyść. Tak, tak, musiałam znaleźć sensowne argumenty, żeby ją przyprzeć do muru, żeby zrozumiała, że tak dalej jej nie wolno robić.
„OK.” pomyślałam sobie, robi się ciekawie.
Kolejne pytanie, które sobie zadałam, zmieniło absolutnie wszystko, cały dalszy bieg zdarzeń. To pytanie stało się kluczem, wisienką, której poszukiwałam:
„To, skoro już wiem, dlaczego mnie to tak wkurza, to jak mogę zareagować inaczej? Co mogę powiedzieć i jak, by uzyskać ten sam efekt?” – którym w tym przypadku jest niesiedzenie w łazience zbyt długo…
„Powiedzieć jej, jak się czuję, że mnie to denerwuje, bo też mam ochotę się wykąpać, a ona miała tam być tylko chwilę.”
Wow!
Takie proste!
Powiedzieć o swoich uczuciach i potrzebach!
Zero ataku,
Zero wrzasków i pretensji!
Zero awantury! Bo nagle poczułam się usłyszana, poczułam, że usłyszałam sama siebie…
To było mega odkrycie dla mnie!

I gdy chwilę później moja córka wyszła z łazienki, ja stonowanym głosem powiedziałam jej jak się czuję i dlaczego.
Po czym ona przeprosiła mnie i odpowiedziała, że nie wiedziała, że mam ochotę wziąć kąpiel, ale że gdyby wiedziała, pospieszyłaby się.

Szok! I niedowierzanie!
Wszystko obyło się bez afery, krzyku i wrzasku!
Dalszą część wieczoru spędziłyśmy bardzo miło…

Czemu się z Wami tym dzielę, bo dla mnie było to niesamowite odkrycie. Odkrycie, które krok po kroku pozwalało mi znaleźć inną formę komunikacji z moimi bliskimi. Ale, żeby ta inna forma mogła zaistnieć, najpierw potrzebowałam usłyszeć siebie, dać sobie przestrzeń…

Pięknej nocy, Kochane!

P.S.
A jeśli potrzebujecie wsparcia to zapraszam Was do przestrzeni programu „Wewnętrzne Dziecko – Uwolnienie”. Kolejne spotkanie live w piątek, 31.01.
Wewnętrzne Dziecko – Uwolnienie

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s