Iść za głosem DUSZY

86432032_562052484385369_7417908613299044352_n

Zaczęło się zupełnie niewinnie…

Pewnego dnia wstałam w tak kiepskim nastroju, tak zdołowana, że myślałam, że już nic mnie nie podniesie tego dnia.

Znasz na pewno ten stan: chore dziecko, zarwana noc, jeszcze jakaś ostrzejsza wymiana zdań z partnerem, milion obowiązków na głowie, a Ty w d… z czasem. Do tego nastrój, który pozwala Ci jedynie wykopać sobie dołek i położyć się w nim i czekać…

 

I tak było tego dnia u mnie…

Totalnie załamana usiadłam w aucie, na parkingu i zaczęłam pisać jak zwykle w dzienniku.

Zaczęłam od pytania: Jak się dzisiaj czuje? I tu polała się lawina emocji, i żali i pretensji…

Gdy skończyłam ten słowotok zapytałam, czego potrzebuję dzisiaj, co potrzebuję zrobić, by poczuć się lepiej: „Jechać do Londynu…” – przyszła odpowiedź.

 

WHAT???

DO LONDYNU???

 

Była godzina około 12:00, logika wrzeszczała: „Weź się kobieto ogarnij, jak chcesz to zrobić? Jechać do Londynu a za 3 godziny masz odebrać dziecko ze szkoły, to a-wykonalne!”

I wtedy kolejna odpowiedź: „Jedź pociągiem.”

Ale po co? W jakim celu? – myśli waliły w moją głowę niczym torpedy.

Nie wiedziałam, w jakim. Nie wiedziałam, po co, ale wiedziałam, że potrzebuję zacząć ufać temu, co przychodzi, inaczej ten dołek stanie się realną rzeczywistością.

 

Kupiłam więc bilet i wsiadłam do pociągu…

Moja energia i nastrój zmieniły się już na stacji kolejowej. Zdołowanie, frustracja i złość ustąpiły miejsca ekscytacji.

No, bo wiesz… Londyn – JA – sama i w dodatku pociągiem, to taka wręcz mini przygoda się wydawała. Tym bardziej, że nikt nie wiedział, że tam się wybieram. Poczułam to całą sobą i swoim ciałem.

W Londynie wysiadłam na stacji, potem wsiadłam w metro i pojechałam do centrum, praktycznie bez celu przeszłam się po ulicach i… Wow! kolejne odkrycie, jaka tam była energia i siła, poczułam jak moje ciało się prostuje, jak zaczyna nabierać mocy…, a ja poczułam, jakbym znalazła się w domu.

Nawet przez chwilę pojawiła się myśl, a co, gdybyśmy tu zamieszkali…?

Ale to było przez chwile.

Od tamtej pory jeszcze kilka razy zawitałam do Londynu, dziwnym trafem ostatnio coraz częściej. I wszystko wydawało się takie, wiesz, przypadkowe. Że niby wycieczka do ogromnego oceanarium, że niby coś tam załatwić, coś tam obejrzeć… Ale za każdym razem ja czułam się tak niesamowicie i nie umiałam tego wytłumaczyć.

Aż do wczoraj.

Wczoraj znowu odwiedziłam Londyn… (Ech wciąż pamiętam moja rozmowę z pewną, dawną, wyjątkową znajomą, która rzuciła niby od niechcenia, że pewnego dnia spotkamy się na londyńskim moście – a mieszkałam wtedy w Polsce) …no i poczułam to.

Poczułam to absolutnie całą sobą. Pozwoliłam sobie, by przyszło to, co ma przyjść i przyjęłam to.

Tak więc, Kochana, zaczynam w piątek moją przygodę z tym niezwykłym miastem. Będę je odwiedzać, eksplorować, pisać do was i prowadzić te z was, które pragniecie zmian, które tak jak ja, pragniecie odnaleźć siebie i poznać siebie prawdziwe. I nawet jeśli macie w sobie lęk i obawy, że obraz Was samych, jaki odkryjecie, przerośnie Wasze wyobrażenie, to ja gwarantuję WAM, NAPRAWDĘ GWARANTUJĘ WAM!!! że to jest absolutnie WARTE każdej chwili i każdego procesu. Bo to, jak będziesz się czuła, gdy pozwolisz sobie na bycie sobą, to jakie emocje będą Ci towarzyszyć na co dzień, to jak będziesz patrzeć na innych, to jaką będziesz kobietą, mamą, partnerką…. MATKO!!!! TO jest naprawdę niesamowite!!! I gdybyś choć trochę mogła to poczuć, te emocje, te uczucia, te wibracje TĄ ENERGIĘ!!!

 

Życie zaczyna smakować jak nigdy wcześniej!

 

Zapraszam Cię do mojego świata i przestrzeni, jakie dla Ciebie przygotowałam:

Program Wewnętrzne Dziecko – Uwolnienie

Warsztat Moc Przekonań

Sesje indywidualne ze mną

 

Grupy na Facebooku dla Kobiet:

“Moja Kobiecość – Moje Ciało, Moja Moc. Powrót do Siebie”

“Utulić Wewnętrzne Dziecko”

 

Zobacz, która z tych przestrzeni Cię woła.

 

Pięknego dnia, Kochana!!!

Sylwia