Nie wiem jak ta moja dusza to robi, że ma tyle do powiedzenia…

IMG_3446.jpeg

 

Nie wiem jak ta moja dusza to robi, że ma tyle do powiedzenia…

 

I pomyśleć, że kiedyś bałam się, że moja kreatywność w pisaniu postów się skończy (a pisałam wtedy jeden post miesięcznie!).

 

Więc dzisiaj pomyślałam, że się podzielę z Wami moimi przemyśleniami z ostatnich dni dotyczących. Przemyśleniami dotyczącymi dobrych rad dawanych przez wielu Coachow.

 

Spędziłam kilka dni na przeglądaniu blogów i słuchaniu motywacyjny mówców na YouTubeie, ich wskazówkach, co i jak zrobić, by odnieść sukces w życiu.

Wpadłam nawet w nawyk zachłannego zapisywani tych rad.

I co się okazało po chwili?

Jakkolwiek bym sobie nie postanowiła, tak szanse na wdrożenie tych rad w 100% były żadne. I nie to, żeby te wskazówki były jakieś wygórowane, o nie!

Te wszystkie rzeczy, o których ów coachowie mówiili to pikuś.

Łatwizna.

Z palcem w … można by je zastosować…. gdyby…

Właśnie…

Gdyby…

Gdyby nie to, że jestem mamą z dwójką dzieci.

Gdyby nie to, że jedno z nich jest wciąż na piersi.

Gdyby nie to, że tak prosta rzecz do wprowadzenia, jak 8 godzinny, wartościowy sen przy nocnym karmieniu piersią jest czymś z pogranicza lotu na Marsa.

Gdyby nie to, że opcja planowania sobie, by wstać wcześnie rano i popracować, jest czymś w rodzaju Rosyjskiej Ruletki.

Gdyby nie to, że moja poranna Joga często wygląda tak, że ja próbuję przejść z jednej pozycji do drugiej, a moje 2.5 letnie dziecko szuka sposobności by przyssać się do piersi… i zawsze go znajduje… z szelmowskim półuśmiechem przysysa się jak mała przyssawka.

 

I tak sobie rozmyślałam o tym wszystkim i zaczęłam wpadać wręcz w złość, rozgoryczenie poczucie, nawet trochę takiej, bezsilności, że ja muszę czekać jeszcze jakiś czas, aby móc ten sukces osiągnąć.

No, bo oni mówią, że trzeba to stosować wszystko.

A ja mówię: JAK???

 

W życiu matki z dwójką dzieci, prowadzącej własny biznesu opcja zaplanowania czegokolwiek jest grą w kasynie. Uda się albo nie.

 

Może i część z Was się z tym mierzy… i może część z Was, tak jak i ja, czuje lub czuła momentami, że to wszystko jest niesprawiedliwe, że świat nie jest dostosowany do matek z małymi dziećmi.

 

I kiedy przychodzą takie chwile, kiedy pojawia się złość, czasem szybciej, czasem później, zatrzymuję się i mówię sobie:

PRZECIĘŻ MUSI BYĆ JAKIŚ SPOSOSB.

MUSI BYĆ INNA OPCJA. MUSI BYĆ INNE ROZWOAZANIE.

ŚWIAT NIE MOŻE BYĆ TAK OGRANICZONY. NIE MOŻE BYĆ TAK, ŻE DZIECKO JEST PRZESZKODĄ. ŻE BYCIE MATKĄ TO POŚWIĘCENIE SIEBIE.

 

I daję sobie chwilę, by posiedzieć z tymi emocjami…

Aż pojawia się rozwiązanie.

Bo rozwiązanie jest zawsze!

 

Dziś więc podzielę się z Wami jednym z takich sposobów.

Każdego wieczoru lub ranka staram się rozpisać sobie listę rzeczy zaplanowanych do wykonania następnego dnia.

I rano, w zależności od tego, o której uda mi się wyswobodzić z uścisku mojego brzdąca, przeglądam tę listę.

I zadaję sobie pytanie:

Gdybym mogła wykonać dzisiaj TYLKO JEDNO z tych zadań to, co to by było i dlaczego?

 

I od tego zadania zaczynam swój dzień.

Zgodnie z zasada Pareta (80/20), że 80 procent Twojego sukcesu jest w 20% wykonanych czynności.

 

Ściskam Was Kochane!

I życzę wspaniałości!