Jak ustalać codzienne priorytety? Jeden z najskuteczniejszych sposobów!

IMG_3446

„Rób to po kolei”

„Zacznij od początku”

„Nie skacz po łebkach…”

I wiele, wiele innych jeszcze stwierdzeń, które słyszałyśmy i które wciąż wybrzmiewają w naszych głowach, gdy zaczynamy swój dzień i planujemy zadania do wykonania, jak swoiste mantry powtarzane od dzieciństwa

Pierwszy raz, gdy wiele lat temu zasiadłam do planowania swojego dnia i wypisałam listę rzeczy, jaką mam dzisiaj zrobić, złapałam się za głowę, gdy dotarłam do jej końca. Szanse na wykonanie wszystkiego były nierealne.

Od czego więc zaczęłam?

 

Od początku, czyli od pierwszego punktu z listy, a gdy dotarłam do 4 – 5 byłam już zniechęcona. Więc zaczęłam wybierać z listy te zadania, które są realne do zrobienia, te na które mam ochotę i te, które są łatwe i proste.

Na koniec dnia okazało się, że zrobiłam większość z zaplanowanych zadań. Te, które zostały były jak tzw. tłuste, ohydne żaby, których przełknąć nawet nie byłabym w stanie i za których zabrać się nie miałam ani ochoty, ani siły, ani zamiaru, a które najchętniej przekazałabym komuś innemu… I je oczywiście przesuwałam na listę do zrobienia na następny dzień, a potem na kolejny, a potem kolejny id… aż w końcu przyciskał mnie albo termin ich wykonania, albo kara, którą otrzymywałam np. z urzędu za ich nie zrobienie.

Patrząc tego dnia na listę wykonanych ponad 80% zadań nie czułam o dziwo satysfakcji…, czułam za to coś dziwnego, coś w rodzaju jakby niespełnienia, lekkiej frustracji, niesmaku. Pomyślałam sobie, że satysfakcja pewnie się pojawi, gdy naprawdę wykonam wszystko z listy. Ale takich sytuacji było w moim życiu może kilka. I rzeczywiście czułam się wtedy dumna i spełniona, ale też cholernie, niewyobrażalnie wykończona fizycznie i psychicznie!

Nie wyobrażałam sobie takiego życia, że miałabym tak każdego dnia od rana do wieczora zasuwać jak dziki chomik.

Super szkolenie, a realia życia

I wtedy trafiłam na jedno z pierwszych, bardzo słynnych wówczas szkoleń, z zarzadzania czasem (dziś większość osób wie, że czasem się nie zarządza, a zarządza się sobą w czasie…, choć ja mam jeszcze inne na to spojrzenie, ale to opowiem innym razem).

Na tym szkoleniu oczywiście zaczęliśmy od wypisywania naszych codziennych zadań do wykonania, a potem ustalania, które z nich są priorytetami, co jest ważne, a co mniej ważne, co istotne, a co nie, jakie zadania muszą być zrobione, jakie mogą być przesunięte, a jakie mogą być przekazane do wykonania przez kogoś innego.

Mimo to wprowadzenie tego w życie codzienne było totalną porażką. Wymagało to tak ogromnej siły i samozaparcia, że wydawało się wręcz nierealne. Przez pewien czas robiłam wszystko zgodnie z naukami wyniesionymi z tego warsztatu, aż w końcu z dnia na dzień moja motywacja słabła i słabła i przestałam to robić. Dlaczego? Wszystko zabierało mi za dużo czasu, wiele z zadań było trudne do określenia, które są ważniejsze i często lista priorytetów zamykała się w 20 czynnościach, czasem więcej.

Odpuściłam więc… przyjęłam, że widocznie coś robię nie tak, że jestem za słabo zmobilizowana, że za mało siebie cisnę w tym kierunku. I szybko pojawiło się poczucie winy, frustracja i zniechęcenia.

Zjedz tę żabę

I wtedy trafiłam na pewną książkę. Cieniutką, chudziutką (co od razu wprawiło mnie w przyjemny stan, że nie będę musiała poświęcać wielu tygodni na jej studiowaniu) pt. Zjedz tę żabę. Książka, która w bardzo prosty i łatwy sposób pokazywała, jak ustalać sobie priorytety w ciągu dnia i od czego zaczynać.

 

Dziś podzielę się z Wami częściowo swoim doświadczeniem i tym, co u mnie działa w połączeniu z tym, co wyniosłam z ów książki.

 

I taka oto:

Gdy wypisujesz sobie listę rzeczy do zrobienia rób to wieczorem, dzień przed. Gdy wypiszesz już wszystkie rzeczy, popatrz na listę i zobacz, która z nich jest naprawdę ważna, priorytetowa, ale na której nie masz absolutnie ochoty robić. I zaznacz takich TOP 5 z całej listy, potem kolejne 3-5 takich, które są ważne, ale na które już masz ochotę, i które możesz zrobić oraz jako ostatnie te, które nie są jakieś superważne, ale fajnie byłoby mieć je zrobione.

Gdy skończysz, przyjrzyj się swoje liście podzielonej na 3 części: 1 TOP5, 2 rzeczy ważne, ale nie aż tak bardzo, 3 rzeczy, które fajnie byłoby mieć zrobione, ale których jak nie zrobisz to świat się nie zawali.

I teraz… możesz podejść do tego na kilka sposobów.

Ja podzielę się z Wami moimi dwoma ulubionymi.

Następnego dnia…

  1. Wybierz z punktu 1 TOP5 najmniej przyjemną rzecz, jaką masz ochotę zrobić i od niej zacznij swój następny dzień, i nie przechodź do kolejnej, póki jej nie zrobisz. A gdy zrobisz, spójrz na pozostałe zadania z punktu 1 i ponownie wybierz najmniej przyjemna. Itd. Pamiętaj! Nie możesz przejść do zadań z grupy priorytetów nr 2, póki TOP 5 nie zostało wykonane.

 

  1. Przyjrzyj się liście z priorytetami nr 1 i zadaj sobie pytanie, gdybyś miała dzisiaj wykonać tylko jedno zadanie, które wpłynie na cały Twój dzień, to które byś wybrała?

I pójdź o krok dalej w tym ćwiczeniu: wyobraź sobie, że jest już wieczór danego dnia, Ty masz za sobą wykonane jakieś tam działania, przyglądasz się swojej liście, którego zadania żałowałabyś, że nie wykonałaś?

 

I OD TEGO ZACZNIJ SWÓJ DZIEŃ!

 

I uwierz mi! Codzienna praktyka robienia tego, co naprawdę jest ważne, a nie, co powinnaś robić, bo to czy tamto…

ZMIENI TWOJE ŻYCIE!

ZMIENI TWOJE NASTAWIENIE!

ZMIENI CIEBIE!

 

W kąt odejdą frustracja, niezadowolenie, zmienne nastroje, zdenerwowanie. Życie zacznie nabierać barw i lekkości, bo Ty będziesz czuła się spełniona. To właśnie efekt podążania swoją ścieżką.

Więc… Od jakich zadań zaczynasz swój dzień, a od jakich zaczniesz go teraz?

Co w nim zmienisz?

Pięknego dnia!

Podoba Ci się ten wpis? Widzisz w nim wartość? Udostępnij go dalej lub zaproś znajomych do polubienia tej strony. Niech i oni skorzystają.

 

P.S.

Jeśli potrzebujesz sięgnięcia głębiej i np. popracowania ze swoimi przekonaniami, priorytetami lub emocjami, jakie blokują Cię przed działaniem to zapraszam Cię na sesje ze mną.

Więcej szczegółów tutaj:

Sesje indywidualne