O naszej ścieżce życia, skąd wiemy, czy jest właściwa?

IMG_3932

 

O tym, jak życie na co dzień pokazuje nam, czy kroczymy właściwą ścieżką przekonałam się na własnej skórze.

 

5 lat temu zakończyłam swoją wieloletnią przygodę w pracy na stanowiskach managerskich. Opuściłam fotel dyrektor jednej ze spółek nieruchomościowych, zostawiłam wszystko, absolutnie wszystko za sobą, sprzedałam, co mogłam sprzedać i wyjechałam… do obcego kraju, bez przyjaciół, bez rodziny, bez znajomych.

Zupełnie sama.

Moja córka została na 3mc z moimi rodzicami, co było jedną z najtrudniejszych i najcięższych decyzji w moim życiu, ale wewnętrznie widziałam, czułam bardzo głęboko, że moje życie nie może dalej iść tą ścieżką, że muszę coś zmienić.

I tak 22 maja 2015 roku zaczęłam swój nowy rozdział, moją pierwszą pracę w UK.

 

Pracownik magazynowy…

Nigdy w życiu nie dostałam większej nauki od życia niż prze kolejne miesiące spędzone w tu,  UK. Wracając po 12 godzinnych zmianach z opuchniętymi dłońmi i stopami, plącząc z bólu w nocy wiedziałam jedno! Bez względu na wszystko nie chcę już nigdy więcej pracować w korporacji, bez względu na wszystko nie chcę już wracać do sprzedaży, bez względu na wszystko nie chcę już być managerem, bez względu na wszystko nie chcę już pracować dla kogoś.

Co chciałam robić? Nie wiedziałam… Czułam się totalnie rozdarta.

Świadomie zawarłam ze sobą kontrakt, czego już więcej nie zrobię, w jaki obszar biznesu już nie wejdę, z drugiej strony patrzyłam na system zarzadzania nowo powstałym magazynem, na ludzi pracujących na stanowiskach kierowniczych i ich banalne błędy popełniane w prowadzeniu działów i ludzi, i widziałam siebie, jak łatwo mogłabym wskoczyć na takie stanowisko odnosząc po raz kolejny ogromny sukces.

Jednak zobowiązanie, jakie sobie złożyłam, było jak pieczęć na dekrecie podpisanym własną krwią.

 

Decyzja zapadła.

Unikałam więc, jak mogłam, wszelkich opcji zmiany stanowisk, trzymałam się mocno lekkich i prostych rzeczy, choć mimo to bardzo szybko zaproponowano mi stanowisko w biurze, osoby wspierającej kadrę managerską w organizacji sezonowej wyprzedaży marki Zara.

Życie z uporem maniaka wciąż podsuwało mi to, czego ja nie chciałam.

Ale z jakiego poziomu ja tego nie chciałam? Z poziomu umysłu.

Dlaczego? Ponieważ przez wiele lat praca była dla mnie tak ogromnym priorytetem, że nawet po urodzeniu swojej pierwszej córki wróciłam do niej po niecałych 2 tygodniach od porodu. Tak. Razem z moim dwutygodniowym noworodkiem siedziałam w biurze i zarządzałam swoimi dwoma firmami czując, że jestem jedyną osobą, która może to zrobić, że beze mnie świat runie. I to przekonanie trwało we mnie latami, że nie mogę sobie pozwolić na wolne.

Moja córka spędzała więcej czasu w przedszkolu i z nianiami niż ze mną. W efekcie takich działań, po około 10 – 15 latach ciągłej pracy, moje ciało poddało się i bardzo mocno podupadłam na zdrowiu.

Życie zaczęło mi się walić. Czułam wypalenie w każdym jego aspekcie…

I to był ten moment, gdy szala się przechyliła, gdy powiedziałam sobie DOŚĆ. Nie chcę już tak żyć, jestem zmęczona tą ciągłą gonitwą.

Utworzyłam więc sobie w umyśle wyjaśnienie zaistniałych sytuacji, co tak naprawę doprowadziło mnie do tego miejsca, do skraju zdrowia, do załamania psychicznego… pojawiły się powody w postaci: praca na wysokich stanowiskach kierowniczych, zarzadzanie ludźmi, prowadzenie zespołów, posiadanie własnej firmy, praca związana ze sprzedażą, mój wygląd: szczupła, elegancka, w nienagannym makijażu przez 365 dni w roku, brak czasu na posiłki, picie 10-12 kaw dziennie, zbytnie zaufanie kilku kobietom z firmy, zarabianie kilkuset tysięcy rocznie, brak czasu dla siebie i dziecka.

To wystarczyło, bym wiedziała, czego mam bezwzględnie unikać przez resztę swojego życia, aby stało się ono inne, “lepsze”.

Wybór najlepszej drogi

Dla mojego umysłu było to świetne wyjaśnienie i bardzo jasne wskazówki. Ale nie dla mojej duszy…. Od czasu do czasu więc ktoś pytał mnie z zaciekawieniem, dlaczego nie chcę wspiąć się wyżej, zarabiać więcej, dlaczego nie chcę robić w Anglii tego, na czym się tak świetnie znam, w czym odnosiłam sukcesy w Polsce.

Dlaczego chcę tkwić na stanowisku półetatowym za najniższa krajowa, licząc pens do pensa i szczypiąc się z wydawaniem go na coś więcej niż podstawowe rzeczy….

Dlaczego? Bo za nic w świecie nie chciałam poczuć po raz kolejny tego, co poczułam, gdy wszystko runęło w moim życiu, za nic w świecie nie chciałam więcej czuć tego stresu, lęku, nerwów, zmęczenia, obaw, strachu… marzyłam, by kończyć pracę, zamykać drzwi i do następnego dnia nie myśleć absolutnie o niczym z nią związanym.

 

Lustro w drugim człowieku

I udało mi się. Osiągnęłam swój cel. Cel mojego umysłu, którym była ochrona mnie. Jednak nie był to mój prawdziwy cel, cel, do którego zostałam powołana, cel mojej duszy. A skoro nie był to jej cel, to zaczęłam odczuwać tego efekty w swoim zdrowiu ponownie. Moje ciało zaczęło przybierać na wadze, bez względu na to, jakbym nie dbała o swoją dietę i wartość posiłków, ono pokazywało mi, że coś jest nie tak w moim życiu. Zaczęłam tracić włosy, skóra zaczęła być tak przesuszona, że żaden specyfik sobie z nią nie radził, czułam zmęczenie, znużenie niewyobrażalną złość na wszystkie „gwiazdy” biznesowe, jakie widziałam na ulicy czy w pracy… „wystrojone panienki w szpilkach”.

 

Powstrzymywałam się, ile sił przed oceną ich, ale w środku kipiałam, znajdowałam wiele określeń i jeszcze mocniej przekonywałam siebie, że ja taka nie jestem, że taka nie chcę być, że one nie wiedzą, czym naprawdę jest życie, że zamknięte w tych korporacyjnych szufladkach nie znają szczęścia. Do szału doprowadzało mnie to, gdy słuchałam, jak zostawiają swoje maleńkie, 12 miesięczne dzieci w żłobkach, jak wysyłają je później do przedszkoli, jak stawiają pracę ponad dobro dziecka, jak wybierają obcisłe kiecki, podkreślające ich ciała, zamiast luźnych ubrań. Jak wystylizowane, sztuczne paznokcie, stukają o klawiatury ich Macbookow. Irytowało mnie to tak mocno, że część z nich postanowiłam naprowadzić na właściwą ścieżkę, wyjaśniając, że krocza błędną.

 

Trwało to jakiś czas, zanim zrozumiałam, że to, co mnie w nich najbardziej irytuje to to, co odsuwam ze swego życia, to, czego sobie sama nie umiem wybaczyć, to cząstka mnie, której nie chciałam więcej widzieć.

 

Bo te wszystkie ich historie były tak naprawdę o mnie samej.

 

O moim ekspresowym powrocie do pracy po porodzie…

O moim zostawianiu dziecka z nianiami…

O uciekaniu z domu do pracy, gdzie odnajdywałam odpoczynek od córki…

O lęku zostawania z nią na dłużej niż kilka godzin…

O stawianiu pracy ponad wszystko w swoim życiu….

O szukaniu drogi do bycia akceptowaną, lubianą, szanowaną….

O przekonaniu, że pieniądze dadzą mi pełnię szczęścia…

I o lęku… lęku, że nie wiem, jak być matką, lęku, że okaże się że nie umiem nią być, że jestem złą matką, że nie radzę sobie z własnym dzieckiem…

O braku miłości w moim życiu, braku akceptacji samej siebie, poszukiwaniu ciągle i ciągle nowych sposobów na udowodnienie sobie, że jestem coś warta…

 

Te wszystkie historie, wszystko, co mnie irytowało w tych kobietach było o mnie! O tej cząstce mnie, którą znienawidziłam, której przypisałam całą winę za moje niepowodzenie.

 

Im głębiej w to wchodziłam, tym więcej widziałam w tym wszystkim siebie, tej siebie której nie lubilam, której nie akceptowałam, której już nie chciałam. Jednak odsuwanie tego kawałeczka mnie i mówienie mu: nienawidzę cię, zniszczyłaś moje życie, nie chce cię w nim więcej, nie powodowało, że on znikał czy się rozpływał, powodowało, że stawał się moim niezintegrowanym cieniem działającym przeciwko mnie, że stawał w opozycji do mnie walcząc.

Podróż w głąb swojego cienia

I wtedy zaczęła się ogromna podróż w głąb mnie, podróż odkrywająca moją osobistą ścieżkę życia, kim i jaka jestem naprawdę, czego pragnę i czego pragnie moja dusza. Podróż integracji każdego kawałka mnie i wewnętrznego oczyszczania z przekonań, ograniczeń, schematów, w jakie popadłam i jakie zostały mi wpojone.

Zanim więc ocenisz innych, zadaj sobie pytanie, w jakiej części dotyczy to mnie, gdzie ja taka jestem, gdzie ja nie chcę taka być, bo…

I zobacz siebie w odbiciu innych ludzi. Bo to, co cię w nich irytuje, denerwuje może być kawałeczkiem ciebie, tą cząstką, której nie lubisz, na którą sobie nie pozwalasz, której nie chcesz.

❤️❤️❤️❤️❤️