Co stoi za złością, nielubieniem lub nienawiścią odczuwaną do własnego dziecka?

ODSEPAROWANIE SIEBIE

Za każdą negatywną emocją odczuwaną względem własnego dziecka zawsze stoi coś dużo głębszego.

To nie tak, że Ty go nie lubisz, że Cię ono wkurwia, że przez to, że jest taki, śmaki czy owaki, że przechodzi bunt dwu- czy czterolatka, czy co czas dojrzewania, który niszczy Twoje i tak trudne życie. 

Coś Ci opowiem, co być może da Ci inny punkt widzenia na to wszystko. 

Nie może być inaczej w Twoim życiu… 

Nie ma opcji, żebyś inaczej reagował na własne dziecko, żeby ono nie doprowadzało Cię do skraju swoim zachowaniem, do granic możliwości, kiedy wybuchasz i dopada Cię potem poczucie winy. 

Nie może być inaczej. 

Bo nigdy nie było… Bo to, czego chce i potrzebuje Twoje dziecko jest tym, czego mu dać nie umiesz. 

Nie jesteś w stanie wysłuchać prawdy, jaka w nim jest. 

Czemu tak drastycznie i jednokierunkowo piszę?

Bo wszystko wynika z tego, jaką masz relację ze sobą, a dokładniej mówiąc: ze swoim wewnętrznym dzieckiem. 

I nie ma znaczenia, czy w Ty w to wierzysz, że ono istnieje czy nie. To nie ma znaczenia, bo bez względu na Twoje wierzenia, brak kontaktu z wewnętrznym dzieckiem daje efekty w Twoim życiu. 

Wystarczy, że się przyjrzysz temu, jak reagujesz na krzyk, wrzask, pyskowanie nastolatka czy rzucanie się na ziemię kilkulatka, czy jego fochy i płacz wniebogłosy. 

Zobacz… 

Poobserwuj siebie wówczas i swoje emocje oraz reakcje… 

Jak bardzo chcesz, by Twoje dziecko uspokoiło się już i przestało? 

Ile zabiegów robisz w tym kierunku próbując odciągnąć malucha od szamotania się na podłodze? 

„Chodź, mama włączy Ci bajeczkę…” – mówisz. 

„A może chcesz batonika?” 

„Chodź, tata zabierze Cię na lody…” – proponujesz.

„A może kupimy tą fajną zabawkę, którą wczoraj widzieliśmy?”

… A nastolatek i jego zachowanie? 

Jak bardzo masz ochotę strzelić mu dłonią w twarz, gdy pyskuje? Wywrzeszczeć, jakim niewdzięcznym jest bachorem, bo Ty tak się starasz, tak harujesz, a on nic nie docenia? 

Zastanawiałeś się kiedykolwiek, dlaczego Ty tak reagujesz? 

Może jedynymi odpowiedziami, jeśli jakieś się pojawiły, było to, że gdyby jego (jej) zachowanie było inne, to Ty nie reagowałbyś w ten sposób…. 

Otóż nie.

Jego/ jej zachowanie w tym przypadku jest darem dla Ciebie. 

Gdyby Twoje dziecko było potulne, jak baranek, być może nigdy nie czytałbyś tego postu i być może nigdy nie dotarłeś do tego, co za chwilę przeczytasz.

Twoje dziecko, swoim zachowaniem, pokazuje Ci to, jaką masz relację ze swoim wewnętrznym dzieckiem i ze sobą samym. To jak 1:1. To, czy umiesz słuchać dwulatka, czy umiesz usłyszeć piętnastolatka i czy umiesz wysłuchać dziewiętnastolatka zależy od tego, jak słuchasz siebie wewnętrznego.

Czy w ogóle masz odwagę usłyszeć to malutkie, wewnętrzne, często skrzywdzone dziecko? 

Tego poturbowanego doświadczeniami życia nastolatka?

Tego zagubionego młodego człowieka? 

Czy masz odwagę i siłę, aby wysłuchać tego, co on/ ona chcą Ci opowiedzieć?

Nie? 

Nie?

Nie chcesz tego słuchać? 

Nie chcesz sobie przypominać tych wszystkich rzeczy, które on/ ona pamiętają tak dokładnie? 

Nie chcesz tego ponownie przeżywać? 

I nie chcesz tego znowu czuć? 

Słusznie…. Też bym nie chciała. Bo kto świadomie zdecydowałby się na ponowne wysłuchanie dramatu dzieciństwa…, prawda?

Więc rób dalej tak, jak robisz. 

Wyślij swoje dziecko na terapię, oskarżasz je o bycie nieposłusznym, zwal wszystko na telewizję, obecne pokolenie, gry komputerowe, szkołę. 

Zrzuć wszystko na karby genetyki po dziadku i pradziadku, bądź cholera wie jeszcze czego.

Wyprzyj się wszystkiego i umyj ręce. Otrzep resztki wody i powiedz: 

„To nie ja. To on! To ono! To ona! Ja już nic nie mogę….” 

A potem przyglądaj się założonymi rękoma, jak Twoje dziecko stacza się w dół, coraz bardziej, coraz mocniej traci grunt pod nogami i poczucie bezpieczeństwa, bo jedyna osoba, w której poukładało nadzieję, która stworzyła je i przyprowadziła na ten świat, poddała się, odsunęła, odepchnęła i porzuciła… 

Ze strachu i lęku…, z tchórzostwa przed zobaczeniem prawdy… w sobie i w nim.

Rób tak dalej! 

W końcu to nie pierwszy raz i dobrze o tym wiesz. Bo tak jak Ty – swojemu dziecku, tak dawno temu ktoś – Tobie… 

Dawno temu byłeś takim dzieckiem, takim nastolatkiem. I nikt Cię nie rozumiał. Nikt Cię nie słuchał. A wszelkie próby z Twojej strony opowiedzenia tego, co głęboko w Tobie woła o zobaczenie, kończyły się awanturą, odwróceniem kota ogonem, gdzie to Ty byłeś winny lub olaniem tematu… 

„Dobra…, przestań! Nie jest tak źle. Nie przesadzaj! Inni mają gorzej…” – słyszałeś. I wyrastałeś na tym. Na tym, że to, co czujesz, co myślisz i z czym się borykasz, nie ma znaczenia dla ludzi, którzy zwali się Twoimi rodzicami. Dla tych, którzy powinni być pierwsi na linii frontu, kiedy dziecku dzieje się krzywda. 

Jakież to hipokrytyczne, że jako ludzie stawiamy siebie ponad zwierzęta, ale nigdy nie zauważa się, żeby zwierzę – matka ignorowało swoje dziecko, gdy to jest zagrożone. Żeby lwica podeszła do swojego lwiątka, któremu w łapkę wbił się kolec, klepnęła go w plecy i zaryczała: 

„Dobra, nie przesadzaj! Wstawaj i idź dalej! To tylko pierdoła!” 

Nie. Ona tak nigdy nie zrobi. Ona zatroszczy się o swoje lwiątko, będzie je niosła w pysku aż znajdzie bezpiecznie miejsce. A potem będzie próbowała pomóc mu usunąć kolec. 

A my, ludzie? Co robimy? 

.

.

.

I tak, to ciągnie się od wieków. To prawda. Bo tak jak Tobie, tak i im. 

Ale dziś to Ty czytasz ten post i Ty możesz to wszystko zmienić, możesz zatrzymać. Dziś pierwszy raz możesz przerwać coś, co nieświadomie trwa od wieków w Twojej rodzinie. 

I tak, może nikt Cię nie nauczył ani słuchać, ani rozmawiać z dzieckiem. Wierzę…, ale to nie oznacza, że dalej tak musi być. 

Wystarczy, że pozwolisz sobie na wysłuchanie siebie samego, tego wewnętrznego. 

Wystarczy, że znajdziesz w sobie siłę i odwagę, by usiąść i zapytać go, jak się dzisiaj czuje, co czuje, co u niego. 

Może wydaje Ci się, że jak go odseparujesz, to będzie w Twoim życiu lżej. Ale tak nie jest. Zobacz zresztą na ilość emocji, z jakimi się mierzysz każdego dnia… 

Czy wciąż wierzysz, że robiąc to samo od lat, zmieni się coś? Czy wciąż sądzisz, że podejmując te same działania, uzyskasz inny efekt? 

No właśnie… 

Więc zrób tym razem coś innego.

Usiądź i posłuchaj być może bolesnej opowieści o samotnym, niekochanym i odrzuconym dziecku, które całe życie tęskniło za miłością i akceptacją mamy i taty… I po prostu bądź… z nim, dla niego, dla siebie i dla WAS.

.

.

.

O tym, jak rozmawiać z wewnętrznym dzieckiem, dzielę się z Tobą w tym nagraniu. To nagranie pochodzi z grupy, którą jeszcze rok temu prowadziłam dla kobiet, ale ze względu na ważność zdecydowałam na upublicznienie go.

(kliknij w obrazek lub TUTAJ, aby wyświetlić nagranie)

Pierwszą rozmowę z moją malutką Sylwią odbyłam około 5 lat temu. Czego mnie to nauczyło? Przede wszystkim UWAŻNOŚCI, tego, że BYCIE jest ważniejsze od dawanych rad, że słuchanie i usłyszenie jest cenniejsze od największych pieniędzy świata i że rozwiązanie na każdy problem każdy z nas ma w sobie, jeśli tylko pozwolimy sobie do niego dotrzeć.

Rozmowy z malutką, nastoletnią Sylwią nauczyły mnie też tego, jak rozmawiać z moimi dziećmi, jak się z nimi bawić i jak różna musi być rozmowa z dzieckiem, które ma kilka lat od tego, który ma kilkanaście.

Nauczyłam się, jak ważne jest bycie i słuchanie, zamiast doradzanie, dawanie rad, pocieszanie czy odwracanie uwagi – samo bycie… 

I ja wiem, że nie jest to proste, gdy sypią się oskarżenia w Twoją stronę i wiem, że być może masz wówczas ochotę wyciągnąć grubą artylerię, obronić się przed gradem pocisków, ale wówczas niczego nie zmienisz….  – Zrobisz dokładnie to samo, co robiono dawno, dawno temu Tobie. 

Twoje dziecko, i wewnętrzne i zewnętrzne, potrzebuje jednego – TWOJEGO BYCIA, SŁUCHANIA, UWAŻNOŚCI I AKCEPTACJI ORAZ MIŁOŚCI BEZ WZGLĘDU NA TO, CO BĘDZIE MÓWIŁO DO CIEBIE I O TOBIE. 

Nic więcej… 

A Ty otwórz się na to, co ono powie. I im bardziej będziesz słuchał i słyszał, tym bardziej ono się będzie otwierało i tym piękniejsza, trwalsza więź stworzy się między Wami. 

I uwierz mi, że Wasza relacja całkowicie transformuje, a Twoje dziecko przestanie szukać na zewnątrz tego, co tak naprawdę może otrzymać w domu – MIŁOŚCI i AKCEPTACJI.

Z miłością,

Sylwia