„Niespodzianka dla MAMY”

Pewnego dnia mały chłopiec postanowił zrobić niespodziankę mamie.

Zbliżał się Dzień Matki, a on chciał by jego mama poczuła się wyjątkowo, chciał, by poczuła się tak wyjątkowo jak to tylko możliwe.

Zebrał więc swoje rodzeństwo, siostrę i brata i opowiedział o planie, jaki ma na Dzień Matki. W szkole uczono ich pięknej piosenki na Dzień Matki. Tak pięknej, że postanowił jej się nauczyć. Nagrany na taśmie utwór odtwarzał tyle razy, aż w końcu zapisał wszystkie słowa, by móc potem nauczyć brata i siostrę. 

Dodatkiem do całości miał być prezent, waza na zupę. Może chłopiec wybrałby coś innego, ale w pobliskim wiejskim sklepie nie było zbyt wielu rzeczy. Zgodnie z rodzeństwem uznali, że waza będzie dobrym prezentem, w końcu mama tak często o niej wspominała z rozmarzoną miną, czasem tęskniącym głosem, że gdyby miała taką wazę, to mogłaby gości pięknie przyjmować, stawiać wazę na stół, zamiast nalewać z garnka i nosić talerze pojedynczo. 

Oprócz piosenki i wazy mały chłopiec zdecydował zrobić coś jeszcze: w szkole, na zajęciach praktyczno – technicznych nauczono go robić szaszłyki owocowe. Przekrojony na pół arbuz, odwrócony wybrzuszeniem do góry i wbite w niego długie wykałaczki z ponabijanymi owocami, winogrona, jabłka, truskawki sprawiały, że całość wyglądała jak barwny jeż.

„Jakże piękna będzie ta niespodzianka.” – myślał podekscytowany chłopiec. 

Kiedy przyszedł wyczekiwany dzień, chłopiec dopilnował by obudzić się tuż po tym, jak mama z wyjdzie z domu. Każdego dnia rano mama i tata obrządzali kurki świnki, krówki w swoim gospodarstwie, chłopiec więc doskonale wiedział, ile ma czasu, by wszystko przygotować na niespodziankę. Razem z rodzeństwem musieli bardzo się spieszyć, by zdążyć.

Ustawili w dużym pokoju, na środku, stół nakryty białym, świątecznym obrusem, a na nim arbuz z owocowymi szaszłykami. Obok, niedbale owinięta papierem ozdobnym, waza, a na stołku, obok stołu, postawiony magnetofon – jamnik, z przygotowaną kasetą i piosenką, którą mieli wspólnie zaśpiewać dla mamy. 

Gdy wszystko skończyli, chłopiec ustawił rodzeństwo w rzędzie, prosząc, by byli cichutko, a sam poszedł po mamę do obory. 

Udając, że pilnie potrzebuje czegoś od mamy prowadził ją do pokoju, gdzie za zamkniętymi drzwiami czekała WIELKA niespodzianka.

Nie zważał na pochmurną minę mamy, ani na jej ostre słowa, że zawraca jej głowę, gdy ona ma tyle roboty, że dlaczego drzwi zamknięte, że przecież tyle razy mówiła mu, żeby tych drzwi do dużego pokoju nie zamykał. 

On…, pchany emocjami ekscytacji i oczekiwania, zdawał się nie słyszeć tego wszystkiego. 

I kiedy mama otworzyła drzwi, on pobiegł za stół, włączył magnetofon i wraz z rodzeństwem zaśpiewał swojej mamie piosenkę. 

Mama stała oniemiała, widząc jak niezwykłą niespodziankę przygotowały jej dzieci. Łzy lały się po jej policzkach jak grochy upadając na podłogę, a ona płakała i płakała, a im mocniej płakała, tym głośniej dzieci śpiewały. 

Gdy skończyły, mama, zalana łzami, ściskała każde z nich po kolei całując i dziękując. 

Potem przyszedł czas na świętowanie, szybkie i krótkie, bo zaraz trzeba było do szkoły się zbierać. Ale jakże radosny był ten poranek, choć przez chwilę tak inny od reszty poranków spędzonych z mamą…

Kiedy chłopiec szedł do szkoły rozmyślał o tym, co się stało. O tym jak bardzo mamę poruszył ten gest i jak wiele radości i wzruszenia spowodował. Ale najbardziej utkwiło mu to, że mama pierwszy raz, odkąd pamięta, przytulała go tak mocno, całowała i dziękowała, że pierwszy raz, odkąd pamięta, dała mu swoją uwagę i patrzyła na niego nie ze złością, niesmakiem, czy niezadowoleniem, ale z dumą, radością i MIŁOŚCIĄ…

I wtedy wpadł mu do głowy pomysł… pewna myśl,

A co, gdyby tak częściej robić takie niespodzianki mamie? 

Co, gdyby częściej dawać jej coś, co sprawi, że będzie tak szczęśliwa, że obdarzy go ponownie uczuciem, za którym on tak tęskni?

Zanim dotarł do szkoły ta mała myśl, ten niewielki pomysł rozrósł się tak bardzo w jego sercu, że chłopiec przez resztę dnia nie mógł myśleć o niczym innym.

Nie czekał długo, by wprowadzić swój pomysł w życie. Nie chciał czekać na specjalną okazję, zaczął więc obdarowywać nie tylko mamę, ale i tatę różnymi prezentami. Niektóre nie dawały oczekiwanego efektu, inne przynosiły uwagę jedynie na ułamek sekundy, jeszcze inne na kilka minut, ale były i takie, co trwały nawet pół godziny. 

Próbując różnych rzeczy w końcu odkrył, co sprawia, że mama jest szczęśliwa i co powoduje, że tata choć na sekundę spogląda na niego nie tak groźnym, mrożącym wzrokiem, ale kiwa z aprobatą głową, mrucząc, że dobra robota.

Ach… jakże to wspaniałe uczucie czuć się widzianym… – zagościła myśl w głowie chłopca. – Jakże cudowne uczucie móc doświadczyć choćby przez chwilę tej oplatającej cudnej miłości, uwagi i ciepłego spojrzenia…

„Więcej, więcej, musze więcej tego robić, żeby więcej dostawać.”

Zaczął więc chłopiec rozszerzać swój pomysł na wszystkie ważne osoby wokół siebie, na przyjaciół ze szkoły, na panią wychowawczynię, na pana nauczyciela, na ciocie i wujków, babcie i dziadków…  

I im bardziej rozszerzał, tym więcej dostawał.

Od każdego trochę inaczej i w innej długości płynęła uwaga i miłość połączona z zachwytem czy wdzięcznością. Wkrótce nauczył się on i zrozumiał, że by cokolwiek otrzymać, jakiekolwiek uczucie, należy najpierw dać, dać więcej niż się oczekuje, dać tak wiele, by drugą osobę zaskoczyć, wówczas można dostać to, czego się pragnie, może nie w ilości jakiej się potrzebuje, by się nasycić do pełna, ale choć odrobinę, by przeżyć.

Po pewnym czasie to, co początkowo było niewinnym pomysłem zrodzonym w sercu by obdarować swoją mamę, stało się chłopca nawykiem. Za każdym razem, gdy potrzebował uczucia, miłości robił niespodziankę, zawsze większą niż były jego możliwości, bo dopiero wtedy czuł, że taka niespodzianka jest właściwa – jak wtedy, gdy zebrał wszystkie swoje oszczędności, by kupić mamie wazę.

I trwało to latami… 

Po dziś dzień robienie niespodzianek mamie, bratu, siostrze, dziewczynom, przyjaciołom, profesorowi na studiach, kolegom i koleżankom w pracy, szefowi i pracownikom firmy, każdemu…, każdemu dookoła. 

Każdemu… tylko nie sobie, bo własnej uwagi potrzebował. Bo czymże miałaby być jego własna miłość, uwaga skierowana na siebie, jeśli on sam we własnych oczach nie miał żadnej wartości. 

Czymże wówczas ta uwaga by była, jeśli wartość określali inni? 

Niczym, a on potrzebował CZEGOŚ. Potrzebował zachwytu w oczach tych, którzy wg niego byli kimś, kimś ważnym, kimś, kim on sam dla siebie nigdy nie był.

NIESPODZIANKI. PREZENTY. 

Koniecznie większe niż Twoje możliwości.

Koniecznie takie, by wprawiły w zachwyt innych.

Bo tylko wtedy dostaniesz to, czego potrzebujesz. Odrobinę miłości. Uwagi. Zauważenia…

Tak, jak dawno temu, gdy byłeś małym chłopcem.

Tak, jak dawno temu, gdy nauczyłeś się, co robić, by czuć się kochanym.

Z miłością,

Do Ciebie i Do Ciebie wewnętrznego,

Sylwia


P.S.

Zapraszam Cię na Potężny Warsztat Online

Przebudzenie – Powrót do Prawdziwego Siebie. Cz.II 

Wszystkie informacje znajdziesz TUTAJ!

Czas, byś przestał być chłopcem,

Czas byś przestała być dziewczynką…

Czas byś PRZEBUDZIŁ się z dziecięcego snu oczekiwań na otrzymanie tego, co dawno minęło.