Spotkanie z Wewnętrznym Dzieckiem

Spotkanie z Wewnętrznym Dzieckiem – Dlaczego ważne jest by to ono podjęło działanie i akcje w medytacji, a nie Ty?

W poniższym artykule chcę opowiedzieć Ci o jednym z częstych błędów, jakie się popełnia w procesach z Wewnętrznym Dzieckiem, a które skutkują brakiem zmiany i nie do końca uwolnionymi emocjami.

Poniższy opis pochodzi z jednego z prowadzonych przeze mnie warsztatów pracy z Wewnętrznym Dzieckiem. Dziś chcę się nim podzielić z Tobą.

Uratuję Cię moje kochane Wewnętrzne Dziecko

Bardzo często wchodząc w proces i spotykając się z Wewnętrznym Dzieckiem mamy ochotę przejąć stery i wziąć sprawy w swoje ręce, pomóc mu i je uratować. Nie jest to jednak działanie, do którego Cię namawiam, wręcz proponuję je naprawdę jako ostateczność. 

Jedyne sytuacje, w których osobiście pozwalam sobie na własną ingerencję, czyli moje działanie jako osoby dorosłej wobec osób trzecich podczas procesu to moment, gdy mojej Wewnętrznej Dziewczynce dzieje się krzywda. W każdej innej sytuacji moim celem jest stworzenie bezpiecznej przestrzeni dla Niej do wyrażenia emocji, do uwolnienia ich, do wysłuchania tego, co ona chce mi powiedzieć i do towarzyszenia jej i wspierania w ewentualnym działaniu, jakie zdecyduje się podjąć. 

Tłumaczenie i wyjaśnianie WD

W jakich sytuacjach tłumaczę i wyjaśniam cokolwiek dla mojego Wewnętrznego Dziecka? 

– gdy o to poprosi, 

– gdy uwolni emocje i ma przestrzeń, by mnie wysłuchać, 

– gdy widzę, że potrzebuje tego, by podjąć lub zaniechać jakieś działaniu. 

W każdym procesie, jaki przeprowadzam, opieram się bardzo mocno o intuicję i odczucia z ciała. To one mnie prowadzą ku właściwej ścieżce. 

A co, jeśli popełnię błąd? Co, jeśli pójdzie coś nie tak? 

Tak jak w życiu poszło coś nie w tą stronę, w którą chciałbyś by poszło i dlatego jesteś, gdzie jesteś, tak i w procesie może się zdarzyć, że coś Ci umknie. 

Ale nie ma sytuacji, której nie dałoby się naprawić – wystarczy wrócić do wspomnienia i wsłuchać się ponownie w ciało i emocje. 

Pytania, pytania i jeszcze raz pytania zadawane Wewnętrznemu Dziecku (WD) poprowadzą Cię do konkretnego działania, poprowadzą Cię jak GPS po drodze do celu, jakim jest uzdrowienie sytuacji pierwotnej. 

Żadna logika ani analiza nie spowoduje tego, że trafisz na właściwe rozwiązanie. Zawsze pytaj WD, pytaj czego Ona/On potrzebują, co możesz dla Niej/Niego zrobić. Odpowiedzi, jakie uzyskasz naprawdę mogą Cię zaskoczyć swoją prostotą, bo w większości chodzi o wsparcie, wysłuchanie, uznanie emocji, bycie obok.

Przykład z życia

A teraz pokaże Ci na przykładzie (bo tak najlepiej zobrazuję to, co mam na myśli) pewną sytuację, w której przeprowadziłam dwa różne procesy. Pierwszy proces poszedł z mojego umysłu i tego, co mi się wydawało, że jest słuszne, a drugi z wsłuchiwania się w prawdziwe potrzeby WD oraz mocne odczuwanie własnego ciała (bo ono podczas procesu reaguje na to, co robisz, wskazując Ci ścieżkę).

Najpierw opisze Ci sytuację rzeczywistą, jaka miała miejsce w okolicach 2018r.: 

Publikując warsztaty oraz informacje o sesjach indywidualnych, chwilę po opublikowaniu miałam odczucie, że to, co zrobiłam, jest bez sensu, że kobiety (w tamtym okresie prowadziłam tylko kobiety) mnie wyśmieją, że uznają, że chcę je naciągnąć i oszukać (mimo, że wiedziałam, jaką siłę i transformację mają te warsztaty, to te emocje nie miały nic wspólnego z logicznym patrzeniem, szły z podświadomości).

Miałam bardzo silny lęk, że zostanę ośmieszona.

Emocje, jakie temu towarzyszyły to lęk, obawa, strach, złość. Czułam niezdecydowanie, niepewność, ciągłe wątpliwości, co do proponowanego produktu, ceny (raz wydawała mi się za niska, innym razem za wysoka), płatności ratalnej, nazwy i nawet samego opisu warsztatu.

Pierwsza rzecz, jaką zrobiłam, to rozpisałam sobie te emocje w dzienniku – od tego najczęściej zaczynam pracę z emocjami, szczególnie jeśli są one tak pomieszane i skrajne. 

Następnie weszłam w proces. 

Sytuacja z przeszłości, którą po chwili zobaczyłam: 

Mam 7-8 lat. Wchodząc do dziewczęcej łazienki widzę, jak 3 dziewczyny ze starszej klasy malują coś na wyłamanej nodze od krzesła. Piszą jakieś inicjały, że ktoś kogoś kocha itp. 

Czuję niepokój, widzę, jak się śmieją i odbieram to, że śmieją się ze mnie. Coś między sobą szepczą, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to właśnie o mnie rozmawiają i ze mnie się wyśmiewają. 

Byłam bardzo nieśmiałym, zamkniętym w sobie dzieckiem, postrzegałam siebie jako szarą myszkę, bardzo brzydką dziewczynkę. 

Widząc tę sytuację szybko wyszłam z łazienki. Po chwili był dzwonek na lekcje. Udałam się do klasy i usiadłam w ławce. 

W pewnym momencie nauczycielka poprosiła mnie bym wstała i po chwili zapytała mnie, czy to ja napisałam te inicjały na nodze od krzesła (w ręku trzymała dokładnie tę samą nogę, po której pisały dziewczyny w łazience). Zaprzeczyłam, ale ona kilkakrotnie ponowiła zapytanie. Moja odpowiedź (tej 7 letniej wewnętrznej mnie) była wciąż przecząca.

Mimo nacisku nie powiedziałam, kto to zrobił. Nauczycielka jednak nie odpuszczała, powiedziała, że będę stać dopóty, dopóki nie przyznam się do winy, bo mi nie wierzy. 

Stałam tak kilkanaście minut, a ona prowadziła lekcje. Zmusiła mnie, bym pisała na stojąco to, co ona pisze na tablicy. Płakałam, ale to niczego nie zmieniło. Moja nauczycielka była nieugięta.

W końcu odpuściłam – przyznałam się do czegoś, czego nie zrobiłam, a ona pozwoliła mi usiąść. Z triumfem na twarzy rzuciła na koniec, że mogłam od razu się przyznać, a nie kłamać, bo i tak prawda wyszła na jaw. Czułam się przyparta do muru, potraktowana bardzo niesprawiedliwie, osaczona, niesłusznie oskarżona.

W domu, opowiedziałam o wszystkim mamie, ale ona nie zareagowała na to w żaden sposób, zlekceważyła sytuację mówiąc, żebym się nie zadawala z tymi dziewczynami.

I teraz, poniżej opiszę dwie ścieżki, jakie zastosowałam ze znacząco odmiennym efektem.

Proces nr 1.

W momencie, gdy nauczycielka kazała przyznać się mojej Wewnętrznej siedmiolatce do czynu, którego ona nie popełniłam, Ja – Dorosła wkroczyłam do akcji. Powiedziałam, że widziałam, jak wyglądała cała sytuacja i że to nie Ona (7 letnia WD) jest winna, że nie życzę sobie, by Ją oskarżać o cokolwiek, a tym bardziej zmuszać do przyznania się, jeśli czegoś nie zrobiła. 

Krzyczałam i byłam mocno poddenerwowana. Zażądałam, by wezwano tamte trzy dziewczyny i wymierzono sprawiedliwość. Tak też się stało. Dziewczyny przyparte do muru przyznały się, a ja czułam wygraną, Ja- Dorosła czułam ze zwyciężyłam. 

Po tej sytuacji zażądałam, by nauczycielka przeprosiła moją WD za niesłuszne oskarżenia. Potem zapytałam mojej siedmiolatki, czego potrzebuje (dopiero w tym momencie padło pierwsze pytanie do WD). 

Moja WD odpowiedziała, że chce, żebym Ją stamtąd zabrała, wyszłyśmy więc na spacer do lasu. Tam rozmawiałyśmy o całej sytuacji i o tym, jak ona się czuje w tej szkole i jak jest traktowana przez dzieci. 

Czuła się bardzo źle, czuła, że odstaje od wszystkich, czuła się biednie, szaro, bez wyrazu. Czuła, że nikt jej nie lubi i nikt nie akceptuje. Nie lubiła szkoły ani dzieci, szczególnie tych 3 dziewcząt. 

(Dodam, że w tej medytacji rozmawiałam też z tymi 3 dziewczętami, mówiąc, że jeśli tkną moją WD to w inny sposób rozwiąże ten problem.) 

Zapytałam więc mojej siedmiolatki, czego potrzebuje, by poczuć się lepiej. Odpowiedziała, że chciałaby mieć ładniejsze ubrania, lepsze buty, fajniejszy plecak i piórnik i długie włosy (mama zawsze obcinała mnie na dość krótko, nie patrząc na estetykę fryzury). 

Oczywiście na prośbę mojej WD wyposażyłam, ją we wszystko, czego potrzebowała. Była przeszczęśliwa i od razu chciała iść do szkoły. 

Poszłam z Nią i widziałam, jak dzieci patrzą na Nią z zazdrością, a ona promienieje, rośnie, jej oczy pojaśniały, a twarz się rozpromieniła. Była naprawdę radosna i szczęśliwa. Odprowadziłam Ją do klasy i upewniając się, że czuje się ok, zostawiłam.

Efekt po procesie:

– w ciele spięcie, zaciśnięte mięsnie

– emocje: rozedrganie, zdenerwowanie, poczucie niespełnienia, lęk i obawa przed byciem wyśmianą nie zniknęły. 

Ponowiłam więc proces, tym razem wsłuchując się od początku w potrzeby mojej WD.

Proces nr 2.

Obserwowałam całą sytuację od początku do momentu aż moja WD usiadła w ławce w klasie. Gdy nauczycielka Ją wywołała i zapytała, kto to zrobił, byłam wciąż tylko obserwatorem. 

Po kilkukrotnym nacisku nauczycielki, by przyznała się do winy, zatrzymałam sytuację robiąc stop-klatkę. Zapytałam mojej WD jak się czuje, odpowiedziała, że to niesprawiedliwe, że nauczycielka Jej nie wierzy, że to nie fair, bo ona tego nie zrobiła i że nie chce przyznawać się do winy, bo to nie Jej wina.

Powiedziałam, że widziałam całą sytuację i znam prawdę.

Zobaczyłam, jak Jej oczy otwierają się szeroko i twarz się zmienia.

Następnie powiedziałam jej, że nie musi się do niczego przyznawać, jeśli tego nie zrobiła. Że będę obok niej, że będę trzymać rękę na jej ramieniu, żeby Ją wesprzeć.

Zapytała mnie, co jeśli nauczycielka zaprowadzi Ją do dyrektorki za to, że się nie przyzna. Zapewniłam Ją, że będę z Nią cały czas, nawet jeśli będzie trzeba iść do dyrektorki.

W tym momencie poczułam, jak napływa siła do mojej WD, jak zmienia się Jej energia. Wyprostowała się i na kolejne pytanie nauczycielki ponownie zaprzeczyła. A potem znowu i znowu. I zaprzeczała za każdym razem. 

Nauczycielka powiedziała, że będzie tak stać aż zmądrzeje i się przyzna. Ale ona wytrwała i nie przyznała się. Stała tak przed całą klasą w ławce przez 45 minut. A ja byłam z Niej taka dumna. 

Pod koniec lekcji nauczycielka odpuściła i pozwoliła Jej wyjść z klasy. Wyszłam razem ze swoją WD. Byłam tak niesamowicie dumna z Niej, że dała radę, że wytrwała pod tak mocnym naciskiem i się nie poddała presji. 

Ale co najważniejsze! Jej twarz, emocje, mina i oczy! Moja WD była wniebowzięta, urosła we własnych oczach trzymając się swoich ideałów i zasad. Była dumna, że nie ugięła się i wytrwała. Skakała z radości. 

Efekt po medytacji:

– odczucia w ciele – radość, rozprężenie, lekkość, uśmiech na mojej twarzy

– emocje – radość, zadowolenie, pewność, że to, co oferuję ma nieokreślną wartość, a cena nie jest wymiernikiem mojej wartości. Lęk, obawa i poczucie bycia wyśmianą zniknęły.

Tymi dwoma przykładami chcę Wam pokazać, jak ogromną różnicę robi odpuszczenie logicznego rozwiazywania sytuacji z WD i jak ważne jest skupienie się od początku na tym, czego Ono tak naprawdę potrzebuje.

Jeśli czujesz, że ten tekst może komuś pomóc, udostępnij go dalej.

Z miłością,

Sylwia