Gdy choroba chce nam pokazać, że kroczymy złą drogą

Mamy wiele szans w naszej codzienności, by pewne rzeczy zmienić.

Często jednak te szanse postrzegamy jako pech,

Tkwiąc w poczuciu, “Dlaczego znowu to przechodzę??”,

I zamiast stanąć do tych możliwości, wybrać inaczej, z uporem maniaka powtarzamy ciągle i ciągle to samo, dziwiąc się, że efekt także jest bezzmienny.



Zauważ, co wciąż wraca do Ciebie w powtórzeniu, jak bumerang?

Może choroba

Może niepowodzenia finansowe

Może problem ze znalezieniem pracy

Może trudności w związku

To, co powraca, powraca, by dać nam szansę wybrać inaczej…. WYBRAĆ SIEBIE.

Dobrze pamiętam ten czas, kiedy kilka lat temu zachorowałam bardzo poważnie.

Byłam wówczas w trakcie prowadzenia jednego z warsztatów dla Kobiet.

Był to naprawdę intensywny czas… Jednak ja w swoim wstydzie nie pozwoliłam sobie na odpoczynek i przerwanie warsztatu.

Starałam się ze wszystkich sił udawać, że czuję się świetnie, że nic mi nie jest, nawet gdy gorączka sięgała 39 stopni i oczy łzawiły.

Taka byłam silna i nie do zdarcia…

Tak to wtedy postrzegałam, że nie wolno mi okazać słabości.

W tym samym czasie inna kobieta, którą bardzo ceniłam, a która także prowadziła warsztaty rozwojowe, rozpoczęła swój warsztat dla kobiet. Tak zabawnie (a może pechowo) to się wszystko zbiegło, że i ona zachorowała.

Ja, dogorywająca, ledwie żywa w łóżku, śledziłam jej historię i postępowanie. W wielu miejscach była moim autorytetem.

Jakże zaskoczyła mnie chwila, gdy kobieta ta oświadczyła, że wstrzymuje swój warsztat, bo potrzebuje zadbać o swoje zdrowie. Był nawet moment, że pomyślałam o niej, “Ale słaba… Nie dała rady… hehehehe.”



Moja choroba ciągnęła się 6 tygodni.

Przez te 6 tygodni przeszłam istną gehennę starając się utrzymać swój wizerunek perfekcjonistki. Kiedy wróciłam do zdrowia, usiadłam do swojego dziennika, by podzielić się przemyśleniami. Triumfując iluzoryczne zwycięstwo i fikcyjną, wytresowaną siłę wyciskania z siebie maksimum.

Jakie było moje zdziwienie, gdy nagle otrzymałam mocny wgląd, że to, co zrobiłam sobie, było niczym innym jak kompletnym zaprzedaniem i separacją od siebie. Że porzuciłam siebie, że wybrałam swoją pseudo „reputację” i innych ponad siebie.

Dopiero wtedy zobaczyłam, jak bardzo siebie opuściłam w tej chorobie, jak zapędziłam swoje ciało do kieratu, wymagając od niego niebotycznego wysiłku i jak bardzo nieautentyczna byłam wobec tych kobiet, które prowadziłam.

Pamiętam, jak po tym procesie napisałam w dzienniku, że już rozumiem tą lekcję, jaką miałam wziąć z tego doświadczenia i że ją biorę i dziękuję.

Sądziłam, że temat zamknięty. Ale wtedy przyszedł kolejny wgląd i słowa, które usłyszałam, “Spokojnie, lekcję dopiero przerobisz, jak ponownie staniesz do tego doświadczenia i wybierzesz inaczej, gdy znowu mocno zachorujesz.”

Kiedy choroba chce nas nauczyć miłości do siebie

Mój szok i przerażenie były ogromne, że będę zmuszona przed innymi pokazać swoją słabość w chorobie - tak to wtedy widziałam.

Dwa lata zajęło mi, abym w końcu potrafiła wybierać siebie, bez poczucia winy i bez prób bycia siłaczką, nie do zdarcia herszt babą, zawsze dostępną.

Dwa lata prób i ogromu błędów…

I dwa lata odczucia, “Dlaczego to mi się znowu przytrafia?? Gdyby nie ta choroba, byłabym daleko, daleko w swoim biznesie…. W prowadzeniu warsztatów i w zarabianiu pieniędzy.”

To, co powraca, powraca, by dać nam szansę wybrać inaczej…. WYBRAĆ SIEBIE.

To moja historia, w wielkim skrócie. Elementem tej drogi było zmierzenie się z głęboko zakorzenionym wstydem we mnie, ale także lękiem, że gdy odpocznę, gdy pozwolę sobie na odpoczynek, świat się zawali i wszystko runie, klienci odejdą, a dzieci umrą z głodu.

Wiem, to wydaje się tak niepoważne i banalne, że być może łapiesz się z głowę czytając mój wpis.

Jednak zanim mnie ocenisz, spróbuj przyjrzeć się swojej drodze życia, czy kiedykolwiek, czując się nie najlepiej, ale wciąż “dając radę”, wziąłeś wolne z pracy? Ile razy tego wolnego nie wziąłeś? Ile razy uznałeś, że jeszcze tylko to jedno zadanie, ta jedna rzecz, a potem się położysz?

W efekcie jednak od jednej rzeczy do drugiej i tak jakoś się czas przeciągnął, że się nie położyłeś, a po kilku dniach rozłożyło Cię na łopatki?

Tego musiałam się nauczyć, by odpoczywać w pierwszym, ledwie zauważalnym momencie gorszego samopoczucia.

A tych momentów było ogrom…

I wraz z każdym wypływał większy i większy lęk, że jeśli dalej tak będzie, skończę bez środków do życia, wyląduję z dziećmi na ulicy jako bezdomna.

Nie będę tutaj koloryzować, że pieniądze płynęły, gdy ja dochodziłam do siebie i ukochiwałam siebie, bo tak nie było. W pewnym momencie moje dochody spadły o ponad 90%.

Odeszło wielu, wielu klientów, a ja przymuszona przez okoliczności zdrowotne “musiałam” zmierzyć się z nową rzeczywistością i nauczyć się INACZEJ działać w swoim biznesie - praktyce terapeutycznej.

Częścią tej nauki było także wybieranie osób, z jakimi pracuję. Coś, co sądziłam, że stanie się dopiero, gdy mój garnuszek dochodów będzie się przelewał. Stało się to jednak, gdy było wręcz odwrotnie, gdy pieniędzy było mało, i z logicznego punktu widzenia “lepszy był rydz, niż nic”. To było naprawdę trudne. Ale gdy przeszłam ten proces i jego “próby”, poczułam tak wielkie, błogie uwolnienie, lekkość w działaniu, w byciu.

Więc docelowo nic się nie zawaliło, nic nie runęło, co było ważne. I nikt nie umarł.

Pewne rzeczy odpadły, bo nie miały szansy wytrwać.

To, co nie było moje i nie było stabilne - runęło, przede wszystkim pewna iluzja, na jakiej budowałam wszystko. Ci, którzy nie rezonowali z moją zmianą odeszli, ale wielu odeszło na chwilę i powrócili po czasie, jakby chcieli mi w niewypowiedziany sposób dać możliwość poukładania siebie na nowo.

Wyniesione lekcje stały się czymś niebotycznie cennym, prowadząc mnie do miejsca, jakie nie sądziłam, że istnieje - wolności. Piękne to, prawda?

Choroba zawsze chce nam o czymś powiedzieć i czasem robi to w drastyczny sposób, zabierając nam to, co wydaje się być cenne. To, do czego przywykliśmy i co wydaje się nam niezbędne.

Gdy zajrzymy głęboko w siebie, zobaczymy, że choroba, która się nam przytrafia, nie zabiera nam niczego, co jest cenne, a często jedynie nam pokazuje, że kroczymy złą drogą w życiu.
— Cytat własny


Z miłością,

Sylwia Pupek


I mały P.S.

Jeśli czytasz to i jesteś Projektorem, Manifestorem lub Reflektorem, wiedz, że nauczenie się odpoczynku, jest czymś kluczowym dla Twojego zdrowia i powodzenia w życiu.

 

Warsztaty, które prowadzą głębiej w zrozumieniu siebie i innych według Human Design

Polecane Warsztaty/ Programy

 
Previous
Previous

Presja, by działać, czyli jak Centrum Korzenia pcha nas do wypalenia i frustracji

Next
Next

Twój cień - Jak radzić sobie z emocjami, gdy masz niezdefiniowane Centrum Emocji?