O utracie i odzyskaniu, w zaskakujący sposób, tego, co najcenniejsze w naszym życiu

3 lata temu, w lutym 2022, zaczęłam tracić coś, co było dla mnie najcenniejsze, choć wtedy jeszcze tego takim nie widziałam. Sygnały otrzymywałam wiele razy, jednak zawsze je ignorowałam.

Kilka lat wcześniej pewnego dnia zrobiłam ze sobą ćwiczenie mentoringowe o tym, co jest priorytetem w moim życiu. Jako wynik wyszła właśnie ta rzecz. Mimo że zobaczyłam jasno, czarno na białym, co jest kluczem do mojego sukcesu i szczęścia oraz zarabiania pieniędzy, wciąż to ignorowałam.

W 2022 zaczęłam powoli to tracić. Powoli, ale na tyle dosadnie, że trudno było tego nie zauważyć. Mimo to, dalej nie przyjmowałam do siebie powagi sytuacji, w jakiej się znajdowałam.

Z miesiąca na miesiąc traciłam więcej i więcej, aż pewnego dnia moje ta najcenniejsza rzecz legła w gruzach. Moje zdrowie….

Póki coś jest oczywiste, nie wiemy, jak cenne to jest, póki tego nie stracimy

Po tamten czas nie miałam pojęcia, jak cenne jest to, co uznawałam za coś oczywistego, póki tego zupełnie nie utraciłam.

Pewnego dnia obudziłam się i pomyślałam, że czuję się jak Biblijny Hiob, któremu z dnia na dzień odbierano wszystko, co cenił.

Choć nie widziałam w sobie nikogo świętego, to cała piramida mojego życia, jaka zbudowana i oparta była o moje zdrowie, rozpadła się.

Możliwość wstawania i robienia zwykłych czynności, poruszania się, praca zawodowa, która finalnie zapewniała mi także środki do życia, to wszystko stało się dla mnie niedostępne.

I nie z dnia na dzień, ale dzień po dniu coraz bardziej i bardziej, jakby ktoś odcinał po kawałeczku tlen dopływający do moich płuc.

W pewnym momencie nie byłam w stanie wykonywać już żadnych codziennych czynności ani obowiązków.

Początek końca

Nie mogłam zajmować się moimi dziećmi.

Nie byłam w stanie prowadzić swojego biznesu.

Nie mogłam odbywać sesji ani prowadzić warsztatów.

Nie mogłam robić tak wielu zwykłych rzeczy, jakie mnie definiowały i które wprowadzały balans do mojego życia.

 

Obietnice, które składamy sobie, a które często są bez pokrycia w działaniu

Kiedy chorowałam wcześniej, chorowałam i wracałam po chwili do zdrowia.

Wszyscy znamy ten moment, gdy jesteśmy chorzy i marzymy, by odzyskać zdrowie.

Obiecujemy sobie je cenić, ale gdy je odzyskujemy wpadamy w stare mechanizmy. Wskakujemy na stary trak i gnamy jak szaleni przed siebie, aby szybciej, aby mocniej, aby więcej, aby dłużej.

A odpoczynek, zdrowie?

- Jak skończymy obowiązki, zadania - mówimy sobie w myślach - Jak ogarniemy dzieci, projekty, sprzątanie, pranie.

I często, gdy to wszystko już skończymy, padamy z nóg na twarz.

I tak dzień po dniu.

Takie było całe moje życie.

Jednak rok 2021 i 2022 przyniósł tego szczyt.

 

Przełom

Przełomem nie był moment zachorowania na tydzień czy dwa, czy miesiąc, ale systematyczna utrata zdrowia dzień po dniu, więcej i więcej przez kolejne 3 lata, aż do momentu, gdzie nadzieja wewnętrzna, że może jutro poczuję się lepiej, prysła całkowicie.

Sięgając dna i pozostając na nim na tyle długo, by przyjąć za fakt to, z czym pogodzić się nie chciałam i wciąż walczyłam - że być może nigdy już nie odzyskam w pełni sił.

A jeśli tak się stanie, to co wtedy?

Co dalej?

To jest ten właśnie przełom w każdej transformacji, który nazywam momentem AKCEPTACJI.

Akceptacji tak głębokiej stanu rzeczywistego naszego życia, że nic nie staramy się w nim ubarwić, że zaczynamy widzieć FAKTY, nagie i brzydkie fakty, które pozwalają nam zmienić trajektorię życia.

I widząc je, patrzymy na rzeczy, których zauważyć nie chcieliśmy nigdy wcześniej. Rzeczy niewygodne, rzeczy niekomfortowe, rzeczy przykre i bolesne, rzeczy trudne…

Być kimś innym

Będąc w tym stanie, dopiero w nim, zobaczyłam, czym jest moje życie, czym było dotychczas.

Patrzyłam na obrazy wspomnień, jak eksploatowałam swoje ciało ponad miarę i ponad siły, jak naginałam granice wytrzymałości nie dosypiając zarwanych nocy,

Jak wyciskałam każdy dzień na niezliczonej ilości kaw, jak szukałam sposobów na ekspresową regenerację po zaledwie 3-4h snu w nocy…

Jak przyjmowałam na siebie obowiązki obojga rodziców, uznając, że ta druga strona nie jest zdolna sprostać wymaganiom bycia ojcem…

Jak wybierałam innych, zamiast siebie za każdym razem, gdy ktoś prosił o wsparcie czy pomoc.

Dziś wiem, że nie mogło być inaczej, bo ignorowałam setki razy sygnały mówiące: zatrzymaj się, zwolnij, wybieraj właściwie priorytety i zadania, wybieraj właściwie ludzi, z jakim pracujesz.

Ignorowałam to.

Miałam więcej i chciałam jeszcze więcej.

Sama świadomość to za mało, by nastąpiła zmiana

Mimo świadomości, że jestem Projektorem, była we mnie ogromna niezgoda na to, że mam ograniczoną ilość energii w ciągu dnia.

Chciałam być jak MG.

Pracować do zajechania.

Do wyczerpania.

Do odcięcia. (w rzeczywistości tak nawet MG nie może, jedynie Gen. ma taką moc)

Ale to nie była moja droga.

Powrót…, ale do innej NORMALNOŚCI

Dziś moje zdrowie powraca..

Powoli każdego dnia, jakby sprawdzało, czy jestem gotowa na jego odzyskanie w pełni, jakby maczało palec w lodowatej wodzie, chcąc się upewnić, że tym razem zaopiekuję się nim inaczej.

Nigdy nie sądziłam, że mogę czuć taką wdzięczność za podniesienie się z łóżka bez odczuwania potężnego bólu w całym ciele, że będzie mnie cieszyło to, że mogę iść na spacer.

Że w ogóle mogę iść….

Że mogę siedzieć, że moje mięśnie i kości na to pozwalają,

Że moje serce pozwala mi na proste ćwiczenia jogi i nie wyskakuje z klatki przy byle mniejszym ruchu,

Że moje płuca nie bolą przy oddychaniu i mogę pochwycić głębszy oddech, że moje palce u rąk są w stanie dotykać i utrzymać rzeczy, że mogę nimi swobodnie poruszać…

 

Szacunek do tego, co kiedyś było dla mnie pewnikiem

Nie przyjmuję już zdrowia za pewnik, jak to zwykłam robić kiedyś. A na pewno nie w tej formie przyjmowania.

Nie wskakuję na stary trak.

Za to szanuję każdą chwilę i z uważnością obserwuję ciało. Słucham sygnałów płynących z niego i uczę się czegoś, co nigdy wcześniej nie było mi znane - prawdziwej miłości do siebie, której pragnęłam od innych, postawienia siebie ponad wszystkimi innymi priorytetami dnia codziennego.

To naprawdę wiele zmienia w życiu i wyborach…. Mocno zatrzymuje nas w Tu i TERAZ.

 

Rozumiem też, że nie mogę być dla WSZYSTKICH i od wszystkiego. Nawet, jeśli wcześniej bardzo chciałam, to dziś wiem, że nie mogę, bo nie jest to dobre dla mnie i mojego ciała.

Gdy ciężka praca określa naszą wartość

Te głębokie pragnienie bycia dla wszystkich i od wszystkiego, robienia wszystkiego, ma swoje podłoże, podłoże z przeszłości, gdzie ciężka praca określała moją wartość.

Wielu z nas na tym wyrosło, być może Ty także. Niestety ciężka praca nikomu nie służy, nawet tak energetycznym typom, jakimi są Generatorzy, jeśli jest tylko ciężka praca, nie dająca satysfakcji.

Największa szczęściara

Dziś…

Kim jestem dziś kiedy pracuję 2h dziennie przez 3 dni w tygodniu?

Niektórzy patrzą na mnie jak na największą szczęściarę. Patrzą z zazdrością i mówią, ja też tak chcę. A ja odpowiadam, nie masz pojęcia czego sobie życzysz.

I widzę przed oczyma wszystkie te chwile, gdy leżałam w łóżku nie mogąc pochwycić kubka z herbatą w dłonie. Gdy ból rozkładał moje ciało od środka, gdy ze smutkiem i żalem oglądałam dawne zdjęcia i nagrania video, gdy byłam sprawna i kiedy mogłam naprawdę wszystko - jakże mocno nie mamy świadomości, czym jest nasze sprawne ciało…

Gdy byłam zależna od innych i ich chęci pomagania mi lub też nie,

Gdy zdana byłam na słuchanie narzekania, że znowu coś chcę, że znowu o coś proszę,

Gdy patrzyłam jak moje konto szczupleje, a ja nie mogłam nic zrobić, by to zmienić,

Gdy szukałam możliwości zarobienia pieniędzy, a moje ciało bojkotowało NATYCHMIAST, blokując jakikolwiek mój ruch,

Gdy widziałam jak inni idą do przodu, pną się w górę, a ja leżę w głębokim dole, w którego nie umiem się wydostać…

 
 

Umiera w nas ta część, która jest sprzeczna z prawdziwym JA

To była długa i powolna śmierć. Śmierć tej mnie, która miała się nijak do tej prawdziwej. Tej, która nie mogła dalej współistnieć, bo przynosiła więcej problemów i trudności niż właściwych decyzji.

Kiedy otwieramy drzwi swojej transformacji i przez nie przechodzimy nie ma opcji, by zawrócić.

Prosisz, to masz

“Jestem gotowa, Wszechświecie, dawaj, co masz dla mnie!”

To trochę jakbyśmy powiedzieli całemu Wszechświatowi: Ok, jestem gotowa”. A Wszechświat przybija to wielką pieczęcią i złożonym z naszej krwi podpisem.

Gdy przychodzi w nas moment zwątpienia i chęć wycofania, Wszechświat macha nam przed twarzą podpisanym przez nas własnoręcznie kontraktem mówiąc, “Eeeee… a Ty dokąd? Nie ma odwrotu. Powiedziałaś A to teraz czas na B.”

I wtedy wszystko się zaczyna…

 

Wzrosnąć możemy na każdym, doświadczeniu pod jednym warunkiem

Bez względu na to, co by się nie wydarzyło w naszym życiu, wzrosnąć możemy na wszystkim pod jednym warunkiem, że odbierzemy z danego doświadczenia lekcję.

A lekcją najczęściej jest przestać być ofiarą swojego życia i podejmowanych decyzji.

Jesteśmy przyzwyczajeni, że póki coś się układa, póki “jakoś” lub “lepiej” płynie nasza codzienność, to niechętnie zauważamy sygnały dające znać, że czas na pewne zmiany w sobie.

Ale, gdy tylko coś upada, gdy coś tracimy, nagle wyskakujemy z żalem, z pretensjami do całego świata, że jak to, jak mógł nam to zabrać, jak mógł nas pozbawić tej rzeczy, tego co jest gwarantowane, pewne i oczywiste, jak mógł nam to zrobić…?

Kto nas karze tak naprawdę?

Pytanie tylko kto?

Kim jest ten świat, do którego mamy pretensje i, kim my jesteśmy w nim?

Dzieckiem…?

A świat złym rodzicem?

A co z decyzjami, które nas przywiodły do tego miejsca i konsekwencji?

Najczęściej nie chcemy wziąć za nie odpowiedzialności.

Jakby ktoś stal przy nas i kazał nam podjąć akurat takie decyzje i dokonać akurat tych wyborów.

Przyglądając się  i robiąc pewien rekonesans, zauważymy szybko, że to nie prawda, że to my byliśmy ignorantami, rozdającymi na lewo i prawo swoją energię, odsuwającymi siebie i swoje potrzeby na bok, wierzącymi innym autorytetom niż swojemu czuciu, ignorantami, którzy nie chcą zrozumieć, że to najcenniejsze i nieodwracalne, to nasze zdrowie i sprawność, jaką dzięki temu ma nasze ciało, że bez tej sprawności i bez tego zdrowia nic nie osiągniemy i nigdzie nie dotrzemy…

A zaczyna się to od zrozumienia, kim jesteśmy głęboko u źródła i następnie szacunku do swojego ciała i energii, jaką mamy lub jakiej nie mamy zupełnie i finalnie na zmianie, wielkiej zmianie zwykłych codziennych wyborów.

I bycia w tym bardzo rygorystycznym.

 

Czym zatem jesteś?

Ra Uru Hu powiedział, że system Human Design uczy nas miłości do nas samych, że powstał on dla nas - ludzi, by nam pomóc i by nas wspierać.

Nie miałam wystarczającego zrozumienia tego przekazu, póki nie doświadczyłam, jakiej miłości mnie nauczyło to doświadczenie, kiedy, nawet wiedząc już, kim jestem, dalej chciałam odejść od bycia sobą - prawdziwą i być kimś innym. Być tą “starą” Sylwią zajechaną, przemęczoną, ekstremalnie zajętą, z urobionymi rękoma po łokcie.

…Chciałam być Generatorem i pracować do wyczerpania każdego dnia, wściekła, gdy brakowało mi energii…

… Chciałam być MG i robić setki rzeczy na raz…

…Chciałam być Manifestorem i natychmiast, NATYCHMIAST wprowadzać pojawiające się pomysły w życie,

….bez szacunku do swojego ciała, jego potrzeb, bez szacunku do swojej drogi i strategii czy autorytetu….

Kiedy spadasz liczysz na to, że wyrosną Ci skrzydła lub ktoś Cię pochwyci…

To wszystko doprowadziło mnie do skraju. Nie zatrzymałam się na nim. Stojąc na krawędzi, wykonałam kolejny krok, uznając, że jakoś to będzie.

I… spadłam… A spadając widziałam wszystko w zwolnionym tempie, każdy swój błąd, każdą nieodebraną lekcję, każde przekroczenie granic, każde nadszarpnięcie siebie.

Będąc na samym dole, byłam sama. Kompletnie sama, pogrążona w żalu i smutku. Mająca poczucie, że już nigdy się nie podniosę, że nigdy nie wyjdę z tego dołu.

I mając takie poczucie, zaczęłam zmieniać wszystko w swoim życiu.

Wiedząc, że już więcej stracić nie mogę, nie miałam nic do stracenia.

To była mocna i dotkliwa lekcja w moim życiu. Lekcja, która dała mi tak wiele zmieniła w moim życiu, która dała wewnętrzną siłę i inne poczucie siebie.

 

Czego nauczyło mnie to doświadczenie?

Jeśli nie wyciągniemy lekcji z tych trudnych doświadczeń życiowych, wrócą one, abyśmy mogli do nich stanąć ponownie. Tak, jak to się działo wiele razy w moim życiu, gdzie choroba powracała, a ja wiele razy ignorowałam ją uznając za coś przejściowego. Tym razem jednak była silniejsza…

Czego to doświadczenie mnie nauczyło?

  1. Zrozumienia, że najcenniejszą rzecz, jaką mam, to moje zdrowe ciało, bez którego wszystko inne nie jest możliwe do spełnienia, że nie ma takich pieniędzy na świecie, które mogłyby stanąć na szali z moim zdrowiem

  2. Miłości i szacunku do siebie i swojego ciała. Sądziłam wcześniej, że kocham siebie, ale to doświadczenie pokazało mi, czym jest miłość, gdy miałam wybrać pomiędzy moim zdrowiem, a zarobieniem pieniędzy na rachunki

  3. Uwolnienia jakichkolwiek pokładów wstydu i poczucia winy, że coś nie wypada, że nie powinnam o coś lub kogoś prosić

  4. Mówienia wprost o tym, czego potrzebuję, zanim przechyli się czara goryczy i moje Centrum Emocjonalne eksploduje furią

  5. Szanowania siebie jako Projektora poprzez wybieranie bardzo dokładne, kim się otaczam, z kim spotykam, kogo wpuszczam do swojego życia, jak prowadzę swój biznes i jaki standard w nim układam, stawiania restrykcyjnych granic

  6. Mówienia NIE, jeśli czuję NIE, bez względu na to, jak bardzo ktoś prosi o coś, nawet jeśli to są moje dzieci (to było wyjątkowo trudne dla mnie, jako matki)

  7. Wprowadzenia rutyny odpoczynku i snu oraz dogłębnego zrozumienia, czym ona jest dla mnie jako Projektora

  8. Szacunku do swojej energii i zdolności jasnowidzenia, że nie jest to dla wszystkich i że właściwe osoby przyjdą i poproszą o to

  9. Energetycznego BHP

  10. Żywienia w zgodzie z moim Design i zabierania siebie do środowiska, jakie sprzyja mojemu zdrowiu

 

Co pomogło mi w powrocie do zdrowia?

To zapewne pytanie, jakie od początku chodzi Ci po głowie: co mi pomogło wrócić do zdrowia i czy w ogóle cokolwiek mi pomogło.

Może być więc wielkim zaskoczeniem dla Ciebie, bo uwierz mi, że jest to tak proste, że aż trudne do uwierzenia.

Zanim jednak to “proste” zastosowałam, najpierw przeczołgałam się przez wszelkie, możliwe medycyny świata, wydając fortunę na odzyskanie zdrowia, a każda z nich okazywała się nieskuteczną.

Specjaliści rozkładali ręce i odsyłali z kwitkiem .

Dopiero, gdy przyjęłam do siebie z szacunkiem to, kim jestem (czyli przyjąć siebie jako PROJEKTORA) i co to dla mnie oznacza, dopiero wtedy moje zdrowie zaczęło powracać, a ciało nabierać siły.

Mimo, że jest to prosta rzecz, to wprowadzenie jej w moją codzienność zajęło mi 2 lata (w pierwszym roku “choroby” święcie wierzyłam, że to wszystko minie i wrócę do tzw.”normalności”).

Czym to było?

“Kłaść się spać i odpoczywać, zanim będę zmęczona.”

Tylko tyle albo aż tyle.

Jeśli jesteś PROJEKTOREM to ta malutka rzecz może zmienić całkowicie Twoją codzienność, całe Twoje życie.

Bo, co to tak naprawdę oznacza?

Oznacza to, że musimy położyć się do łóżka zanim poczujemy zmęczenie. Ale nie - położyć, by obejrzeć film, czy położyć, by poprzytulać się z kimś, czy, by poczytać książkę (tak może zrobić MG przed snem).

Jako PROJEKTOR musiałam się położyć i leżeć z zamkniętymi oczyma, by nagromadzona energia z całego dnia, ta, która zagnieździła się w moich otwartych Centrach Energetycznych, mogła je opuścić, abym weszła w sen jako czysta JA.

 

Na koniec… Mój prezent dla Ciebie

Ciało.

Jest tym, co pozwala nam żyć i żyć na pewnym poziomie. Bez niego, bez zdrowego ciała, niczego nie jesteśmy w stanie zrobić, niczego osiągnąć, co gorsza, nie ma takich pieniędzy na świecie, które kupią nam utracone zdrowie.

Dlatego chcę dać Ci mały prezent. Jest to krótki proces - medytacyjny, który pozwala poczuć, czego w tym, konkretnym momencie potrzebuje Twoje ciało. Ten proces jest narzędziem, które wspiera mnie codziennie, abym mogła być w uważności na potrzeby mojego ciała.

Mam nadzieję, że i Tobie on przyniesie wiele korzyści.


 

Jak sprawdzić, kim Ty jesteś w Human Design?

Swój wykres Human Design możesz sprawdzić TUTAJ.

Będziesz należeć do jednego z 5 typów: Projektor, Generator, Manifestujący Generator, Reflektor, Manifestor

 

Chcesz podzielić się swoim doświadczeniem ze mną?

Śmiało!

Zostaw komentarz na dole tekstu.

Dobrego czasu odkrywania siebie,

Z miłością,

 
 
 
 
 
 
Previous
Previous

Trudny wybór, gdy powracasz do siebie prawdziwego

Next
Next

Twoich 7 pierwotnych lęków (Human Design - Centrum Śledziony)